W Pudle - samolot myśliwski P-51D Mustang - 1/72 - Arma Hobby

Model:  P-51D Mustang™
Producent:  Arma Hobby,
Nr kat.:  70070
Skala:  1:72
Tworzywo:  model wtryskowy,  maski,
Malowanie: 2 x USA, 1 x Polska

Modele samolotów myśliwskich P-51D/K Mustang, jakie od długiego czasu były w zapowiedziach firmy Arma Hobby, były jednymi z najbardziej oczekiwanymi premierami tego roku. Kilkakrotnie przekładane, ale w końcu fani skali 1/72 doczekali się, bo do rąk modelarzy trafił pierwszy model Mustanga z kroplową osłoną kabiny, czyli klasyczna odmiana „D”. Możemy zatem zajrzeć do pudełka, by przekonać się co przygotował dla modelarzy warszawski producent.

Tym bardziej, że znany on jest z nietypowych rozwiązań technicznych i nieszablonowego podejścia do projektowanych i produkowanych modeli. Od takich producentów jak Tamiya oczekujemy rzetelnie i doskonale opracowanych zestawów. Od Arma Hobby także tego oczekujemy, ale mamy nadzieję na jakieś samczki, jakiś efekt „WOW!”. Nie uprzedzając faktów, myślę, że to się udało.

Zestaw zapakowany w standardowe, otwierane z boku pudełko, z niezmienioną szatą graficzną. Oznaczenie „TM” przy nazwie samolotu wskazuje, że formalności z właścicielem marki zostały załatwione. Na boxarcie widniej para Mustangów na tle ośnieżonych, górskich szczytów, obstawiam Alpy. Tym razem Piotr Forkasiewicz pokazał swe bardziej nostalgiczne oblicze. Dodam tylko, że nie mogło być inaczej, na pierwszym planie widnieje „Old Crow” por. Clarence „Buda” Andersona, ulubionego asa myśliwskiego właścicieli Arma Hobby. W środku torebka z wypraskami z szarego tworzywa i przezroczystą, maski, kalkomania i instrukcja.

Podstawą zestawu są dwie wypraski o jednakowych wymiarach, odpowiadające wielkością gabarytom pudełka. Na pierwszej z nich znajduje się kadłub oraz dość pokaźna ilość detali różnej wielkości. 

Na drugiej jest podobnie z tym, że najwięcej miejsca zajmują tu skrzydła i usterzenie. Do tego dochodzą podwieszenia oraz dalsza porcja drobiazgów. Po prostu szczegółowość obecnie wydawanych modeli Arma Hobby wyklucza pomieszczenie wszystkiego na pojedynczej wyprasce.

Kadłub ma klasyczny podział na prawą i lewą połówkę. Zewnętrzne powierzchnie są gładkie, bardzo ładnie dopracowane. Linie podziału bardzo wyraźne, cienkie i jednocześnie dosyć głębokie. Na kadłubie zaznaczono też nity. Nie wszystkie, ale te największe i najbardziej widoczne oraz piny mocujące poszczególne demontowalne elementy poszycia. Zadbano także o bardzo szczegółowe widocznych miejsc wewnątrz kadłuba, czyli w kabinie pilota luku kółka ogonowego.

Na widocznych powyżej zdjęciach starałem się pokazać pozostałą zawartość wypraski z kadłubem. Jak widać jest tego sporo. Widać tu pokaźną ilość precyzyjnie wykonanych detali wnętrza, zwłaszcza kabiny. Widać także, że w oparciu o omawiane wypraski można wykonać praktycznie wszystkie wersje i odmiany późnych Mustangów.  Są zatem dwa typy usterzenia, dwa typy rur wydechowych, kołpaków śmigła oraz innych detali, które wyróżniały poszczególne wersje słynnego myśliwca. 

Tu z kolei widać, jak opracowano skrzydła. Pojawia się pierwszy z tych „smaczków”, których to oczekuje się od Arma Hobby, a sam producent wspominał o tym, kiedy przygotowywał model do produkcji. Mowa tu oczywiście o imitacji szpachlowania niektórych linii podziału blach. Linie podziału są po prostu bardziej płytkie i delikatniejsze, ale wyraźne. Jestem ciekaw jak to się będzie sprawdzało przy malowaniu, obawiam się trochę o modelarzy malujących swe modele pędzelkami, bo wbrew pozorom jest ich dość sporo. Zbyt grubo nałożona farba może sprawić, że linie te po prostu znikną. O tych co malują aerografem jestem spokojny, trzeba tylko nie przesadzać z podkładem. Co ciekawe, na centralnych panelach w dolnych częściach skrzydeł wykonano imitację zaszpachlowanych linii nitów. Jest tam dość gęsto, a nity ledwie widoczne. Wyszło pięknie. Lotki stanowią inetgarlną część skrzydeł. 

Podobnie jak powierzchnie sterowe w przypadku stateczników. Jest to podyktowane filozofią Arma Hobby, żeby za bardzo nie komplikować swoich modeli. Kto będzie chciał to sobie przerobi to we własnym zakresie, tym bardziej, że mamy dwa typy usterzenia pionowego do wyboru – z płetwa lub bez. Usterzenie poziome także ma dwa warianty, przy czym wykorzystamy jedynie wariant z płóciennym pokryciem steru wysokości. Jako osobne elementy wykonano natomiast klapy. Tu poza liniami nitów mamy także charakterystyczne ugięcia poszycia. Jestem pod naprawdę dużym wrażeniem subtelności wykonania tych elementów. Pozostała zawartość tej wypraski to dwa rodzaje śmigieł, podwieszenia w postaci zbiorników paliwa oraz bomb 100 funtowych, a także sporo detali podwozia. 

Skoro o podwoziu mowa, to pora na kolejny z „wodotrysków” jakie przygotowała Arma Hobby. To bardzo oryginalny sposób wykonania luku podwozia. Jest on oczywiście odpowiednio głęboki i szczegółowo wykonany. Projektant modelu postanowił ułatwić jego malowanie. W kolorze zinc chromate yellow były tylko dźwigar, wręgi oraz listwy w suficie luku. Poprawne pomalowanie tego było bardzo ciężkie. Tutaj cała operacja ma się odbywać w sposób następujący: wszystkie podzespoły luku podwozia malujemy osobno kolorem zinc chromate yellow. Następnie naklejamy specjalnie przygotowane kalkomanie imitujące powierzchnie w naturalnym metalicznym wykończeniu. Dopiero po wyschnięciu kalkomanii dźwigar oraz żebra. Muszę przyznać, że bardzo pomysłowe rozwiązanie i nie mogę się doczekać, aż przetestuję je w praktyce.

Także jeśli chodzi o oszklenie, producent przygotował niespodziankę. Ramka jest dość spora i podzielona na dwie części. Pierwsza, po lewej stronie to przezroczyste detale, które wykorzystamy do budowy modelu. Po prawej znajduje się stojak montażowy, który trzeba złożyć w całość i umieścić na nim model, co powinno sprawić, że praca stanie się wygodniejsza. Myślę, że powinien on pasować także do innych modeli Mustangów w skali 1/72. Gdyby okazało się, że można go wykorzystywać także przy budowie modeli innych samolotów to bym się nie zdziwił. 

Jeśli chodzi natomiast o elementy przezroczyste, to do dyspozycji mamy jeden wiatrochron, trzy warianty osłony kabiny, z których wszystkie wykorzystamy. Ponadto znajdziemy tu klosze lamp i reflektorów oraz lusterko wsteczne. Jakość wykonania elementów przezroczystych nie obiega niczym od innych modeli tego producenta, czyli w mojej ocenie bardzo dobra.

Przy malowaniu przydadzą się oczywiście maski, przy pomocy których zabezpieczymy nie tylko oszklenie kabiny, ale także felgi kół podwozia oraz lampy i reflektory. 

Tak ostatnio się dziwnie składa, że producenci modeli nawet w przypadku tak niewielkich modeli, jak myśliwce z okresu II wojny światowej prześcigają się w biciu rekordów jeśli chodzi o powierzchnię arkuszy kalkomanii. Niektórzy nawet dają po kilka. Arma nie jest tu wyjątkiem, bo arkusz kalkomanii jest naprawdę spory i podzielony na kilka sekcji. 

Najwięcej miejsca zajmują oczywiście oznaczenia, godła, numery oraz różnego rodzaju emblematy graficzne. Nieco mniej miejsca zajmują napisy eksploatacyjne, rozmieszczone na powierzchni całego płatowca. Są oczywiście kalkomanie do umieszczenia w kokpicie, osobne sekcje dotyczą bomb, zbiorników, czy śmigieł. Są też wspomniane uprzednio kalkomanie imitujące panele w luku podwozia pozostawione w naturalnej barwie metalu. Projekt kalkomanii był zawsze mocnym punktem modeli Arma Hobby, tak jest i tym razem. Nie znalazłem tu żadnych wad merytorycznych ani technicznych. Za wydruk kalkomanii odpowiada Techmod, więc o jakość pracy można być spokojnym.

Producent standardowo proponuje nam trzy malowania. Wszystkie z ETO. Dokładniej są to:
•    P-51 D-10-NA Mustang, pilot: Lt. Clarence „Bud” Anderson, 375. Grupa Myśliwska, 363. Dywizjon Myśliwski, 8. Armia Powietrzna, RAF Leiston, Anglia, styczeń 1945 r.
•    P-51 D-5-NA Mustang, pilot: Cpt. Jack Ilfrey, 79. Dywizjon Myśliwski, 20. Grupa Myśliwska, 8. Armia Powietrzna, RAF Kings Cliffe, England 1944 r.
•    Mustang IV (P-51 D-5 NT), pilot: F/Lt Janusz Franckiewicz, 303 Dywizjon Myśliwski PSP, RAF Andrews Field, Anglia, kwiecień 1945 r.
Zaskoczeniem może być jedynie drugi wariant malowania. Samoloty „Buda” Andersona oraz Janusza Franckiewicza to można powiedzieć pewniaki. Tym razem producent nie zaserwował swoim zwyczajem malowań bonusowych. Jednakże przy ogromnej różnorodności malowań Mustangów, można się tego spodziewać w którymś z kolejnych zestawów, Arma Hobby odgraża się, że będzie tego sporo. Wszystkie schematy malowania w postaci barwnych plansz znalazły się na ostatnich stronach instrukcji. Sylwetki boczne powtórzono także na odwrocie pudełka. 

Skoro o instrukcji mowa, to jest ona dokładnie taka, jak w poprzednich modelach. Barwna broszurka wydana na kredowym papierze. Ponieważ wkradł się drobny chochlik drukarski, znajdziemy również stosowne erratom.
Tak zatem prezentuje się nowy model Mustanga D w wykonaniu Arma Hobby. Po raz kolejny Arma Hobby udowodniła, że może produkować modele na światowym poziomie. Szczegółowo, rzetelnie i oryginalnie opracowane i zaprojektowane. Czy warto po niego sięgnąć, to już indywidualna sprawa każdego modelarza, jego osobistych gustów i preferencji. Na szczęście żyjemy w czasach, gdzie modelarze mają do wyboru kilka lub nawet kilkanaście zestawów umożliwiających budowę konkretnego typu samolotu. Część modelarzy wybrała lub wybierze nowy model Arma Hobby, co będzie zupełnie zrozumiałe, część sięgnie po zestawy innych producentów. Trzeba docenić, że możemy żyć w takich czasach, że mamy duży wybór świetnych zestawów. Pamiętam takie czasy, gdy Mustang z Matchboxu był szczytem marzenień. Na szczęście to już mam za sobą. 

 

Dziękuję producentowi, firmie Arma Hobby za przekazanie modelu na potrzeby recenzji

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

       

Kluby modelarskie

 

 
   
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd