Hot! - Brytyjski lotniskowiec HMS "Eagle" - 1/700 - AJM Models

Firma AJM Models nie rzuca słów na wiatr. Po wydaniu dwóch niezwykle atrakcyjnych zestawów umożliwiających budowę brytyjskich pancerników typu „R” producent sięgnął po kolejną dużą jednostkę bojową, która złotymi zgłoskami zapisała się w historii Royal Navy – lotniskowiec HMS „Eagle”. Oczywiście do zmierzenia się z tematem nikt nie musiał mnie dwa razy namawiać, zresztą nie tylko mnie. Zatem kilka słów na temat samego zestawu, bo naprawdę jest o czym pisać.

Na samym początku nieco historii. Przed wybuchem I wojny światowej rząd Chile zamówił w brytyjskiej stoczni W.G. Armstrong Whidworth and C.O. Elswick w Tyne dwa okręty liniowe. Z chwilą jej wybuchu, budowa obu okrętów była w znacznym stopniu zaawansowana. Prace jednak na pewien czas przerwano, po czym Royal Navy zarekwirowała obie jednostki. Pierwszą z nich ukończono jako klasyczny pancernik i wcielono do służby jako HMS „Canada”. Druga jednostka, początkowo nosząca imię „Almirante Cochrane”, do 1917 r. budowana była jako HMS „India”. Ostatecznie podjęto decyzję aby nie ukończonego okrętu nie zwracać władzom Chile, lecz kontynuować budowę, ale jako lotniskowiec. Podstawą tej decyzji był brak dużych jednostek tej klasy we flocie brytyjskiej, a także dobre wyniki prób morskich. Nowa jednostka otrzymała imię HMS „Eagle”. Budowę zakończono we wrześniu 1923 r. lecz wejście do służby nastąpiło w dniu 26.02.1924 r. Powodem były przeciągające się próby zdawczo – odbiorcze.
Historia operacyjna okrętu to temat na opasłe tomisko, dlatego przytoczę tu tylko kilka najbardziej istotnych faktów. Wybuch wojny zastał okręt w Singapurze i początkowo wchodził on w skład zespołu Force I, a jego podstawowym zadaniem była ochrona żeglugi na wodach Oceanu Indyjskiego. Wtedy brał także udział w prowadzonych na Południowym Atlantyku poszukiwaniach niemieckiego pancernika kieszonkowego „Admiral Graf Spee”. Po uzyskaniu informacji o zatopieniu niemieckiego pancernika, lotniskowiec powrócił na Ocean Indyjski i służby w ramach Force I. Trwała ona do maja 1940 r. kiedy to HMS „Eagle” otrzymał rozkaz dołączenia do brytyjskiej Floty Śródziemnomorskiej i zawinięcia do bazy w Alekasdrii. Tak rozpoczął się najbardziej intensywny okres służby lotniskowca i udział w wielu spektakularnych operacjach, z których większość to konwoje z zaopatrzeniem dla Malty.  W lipcu 1940 r. grupa lotnicza z HMS „Eagle” podczas ataku na port w Tobruku zatopiła trzy włoskie niszczyciele oraz dwa statki handlowe. W sierpniu tego roku łupem samolotów z HMS „Eagle” padł włoski okręt podwodny „Iride”. W sierpniu 1942 r. miała miejsce Operacja „Pedestal”, kolejny wilki konwój z zaopatrzeniem dla Malty. W dniu 11.08.1942 r. w odległości niecałych 600 mil morskich do wyspy HMS „Eagle” został trafiony salwą 4 torped wystrzelonych z niemieckiego okrętu podwodnego U-73. Ponieważ torpedy uderzyły na niewielkiej przestrzeni, okręt nie miał najmniejszych szans na ratunek. Okręt zatonął w ciągu kilku minut od pierwszego trafienia Zginęło 160 członków jego załogi, głównie z obsady maszynowni. Tak zatem przedstawia się w dużym skrócie historia okrętu, który właśnie na warsztat wzięła firma AJM Models, a wraz z nią modelarze z Koszalińskiego Plutonu Modelarskiego.

Na początek przedstawię kilka renderów 3D z projektu modelu. Przy kilku okazjach prezentowaliśmy kilka ogólnych rzutów, teraz pokażę kilka bardziej szczegółowych, aby każdy mógł uzmysłowić sobie, że budowa tego modelu nie będzie należała do łatwych. Jak zresztą w przypadku większości modeli lotniskowców.

Tak z kolei będzie wyglądać zawartość pudełka, kiedy model trafi już na sklepowe półki. AJM Models trzyma się mocno dawno przyjętej konwencji, wydawania modeli w skali 1/700 do linii wodnej. Jak poprzednie zestawy tego producenta, także ten jest modelem żywicznym, przy czym odlewy żywiczne są uzupełniane przez pokaźną ilość elementów fototrawionych.

Podstawowym elementem zestawu jest oczywiście kadłub – naprawdę spory i ciężki kawał żywicy, przy którego pomocy można wybić szybę w oknie. 

Ja jednak mam zamiar wykorzystać go zgodnie z przeznaczeniem, tym bardziej, że jak widać producent mocno przyłożył się do jak najbardziej wiernego odwzorowania detali, zarówno na pokładzie, jak i ścianach zewnętrznych nadbudówki hangarowej. W przypadku kadłuba wystarczy oczyścić z drobnych nadlewek linię wodną i można przy nim spokojnie pracować.

Tego z kolei nie da się powiedzieć o drugim dużym elemencie, czyli pokładzie startowym. Jego prawidłowe wycięcie z klocków wlewowych będzie nie lada wyzwaniem nawet dla doświadczonego modelarza. To z uwagi delikatne, wystające poza obrys pokładu elementy oraz całkiem sporą liczbę krzywizn, które trzeba  będzie naprawdę starannie wyprowadzić, tak żeby kadłub trzymał linię, po sklejeniu w całość. Na pocieszenie dodam tylko, że kadłub z pokładem są idealnie spasowane.

Podobnie jak dziobnica i nawis pokładu rufowego, które obok nadbudówki, kominów, podzespołów masztu i sposobów bocznych pokładu lotniczego. Kilka kolejnych dość sporych odlewów z szarej żywicy.

Następna grupa to elementy wyposażenia pokładowego, ratunkowego i oczywiście uzbrojenie. W sumie kilkadziesiąt odlewów różnej wielkości. Na zdjęciach pokazałem te najbardziej charakterystyczne, pomijając te stałe elementy, jak na przykład pachoły cumownicze, wentylatory czy reflektory, które powtarzają się przy niemal każdym modelu tego producenta. Tu na uwagę zasługują  wykonane z żywicy maski dział artylerii głównej. Mam nadzieję, że będzie to standard w kolejnych modelach tego producenta i zastąpi to znienawidzone nie tylko przeze mnie maski z blaszki fototrawionej. Roboty z nimi masa i niemal nigdy nie wychodzą tak jak trzeba. Tu wystarczy odciąć z wlewki, skleić w całość i pomalować.

W takim modelu jak HMS „Eagle” nie mogło zabraknąć fototrawionej blaszki. Ta ma prawie metr kwadratowy powierzchni i zawiera dobre kilkaset elementów. Zaznaczam, że ta blaszka jest testowa, docelowa może być inna, może się okazać, że jakiś detali na niej zabrakło i trzeba je po prostu dołożyć. 

Tak fototrawione detale prezentują się z zbliżeniu. Jak widać jest tego bardzo dużo, przez co model na pewno zyska na atrakcyjności. W finalnym produkcie znajdzie się pewno kilka odcinków drutu o różnej grubości, z których wykonamy elementy masztu i temu podobne detale.

Każdy szanujący się lotniskowiec ma swoją grupę lotniczą. W tym zestawie jest ona znacznie bardziej rozbudowana jeśli chodzi o typy samolotów pokładowych. Bardziej na bogato było chyba tylko na pokładzie HMS „Campania”. 

Na pokładzie HMS „Eagle” możemy postawić miniatury myśliwców Sea Hurricane, Seafire oraz Fulmar oraz samolotów torpedowych Swordfisch i Alabacore. Ten ostatni debiutuje w  szeregach AJM Models, dlatego postanowiłem pokazać go nieco bardziej szczegółowo – na czterech ostatnich zdjęciach. Wszystkie samoloty składają się zarówno z części żywicznych i każdy posiada oddzielną, dedykowaną do niego blaszkę. 

Kalkomania ma postać podłużnego arkusika. Poniewż cała jego powierzchnia jest pokrywa filmem musimy pamiętać o dokładnym wycięciu poszczególnych elementów przed zanurzeniem w wodzie.

Zawartość arkusika to bandery, podziałki zanurzenia, linie na pokład startowy, tabliczki z nazwą a przede wszystkim oznaczenia na samoloty. Właśnie z informacji na arkusiku i liczby kompletów oznaczeń, możemy wywnioskować, że docelowy zestaw samolotów będzie składał się z pięciu Sea Hurricanów (schematów ich malowania jeszcze nie mam, ale wiem, przy ich opracowywaniu konsultowano się z załogą Arma Hobby), pięciu Seafirów i jednego Fulmara. Do tego należy dołożyć po trzy Swotfische i Alabcory. 

Teraz czeka mnie testowanie zestawu. Łatwo jak widać nie będzie, zwłaszcza że nie mam opracowanej instrukcji a bazować muszę na rederach 3D i monografii z cyklu „Wilk Morski” w którą warto się zaopatrzyć. Powyższe zdjęcia jednak nie pozostawiają cienia wątpliwości, że jednak warto się pomęczyć, by mieć kolejny klasyk Royal Navy na półce.

 

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

                 

 

Kluby modelarskie

 

 
   
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd