Jest tak. Kupujemy jakiś zestawik, studiujemy dostępną tu i ówdzie lekturę (coby model jak najprawdziwszy był) i bierzemy się do roboty. Wycinamy, szlifujemy, szpachlujemy, kleimy , malujemy i –emy, -emy, -emy, aż tu nagle model gotowy. Co wtedy? Ano chuchamy, dmuchamy, odkurzamy, często umieszczamy w gablotce albo oszklonej szafce, wszystko po to, by uchronić owoc naszej pracy przed uszkodzeniem, zniszczeniem czy innym tsunami...
Dlaczego wspominam o tsunami... Otóż przez parę ładnych lat robiłem pod choinkę prezenty synowi i zięciowi w postaci modelików w skali 1/72 (z jednym wyjątkiem, kiedy to machnąłem chłopakom po Churchillu w 1/35 – synowi z AFV, zięciowi z Tamiyi). Cieszyli się powiększającym się zbiorem. I o ile syn do dzisiaj sie nim cieszy, to w przypadku zięcia jego zbiór nawiedziło właśnie tsunami o wdzięcznym imieniu David (uosobieniem tego tsunami jest młodszy syn zięcia). Jakieś dwa lata temu dopadł zbiór (miał trzy lata). Potraktował pojazdy jako swoje resoraki i.... po ptokach.
|
Model:
Kleje:
Farby:
Chemia modelarska:
|
![]() |

Wykorzystane zestawy:
Kleje:
Farby:
Chemia modelarska:

Biorąc na warsztat najnowsze cacko z IBG Models, a mając świadomość, że pojawia się kolejne wersje, te stricte bojowe, które brały udział w Kampanii Wrześniowej postanowiłem wersję A potraktować jako "rozpoznanie bojem", żeby wiedzieć, jakie możliwości ma nowy Karaś. Do budowy wykorzystałem właściwie taki sam zestaw dodatków jak Sokół, postanowiłem trochę jednak dołożyć od siebie.