Autor: Artur "Szu" Szuszkiewicz
Model: ZIS - 151
Producent: Zvezda
skala 1:35

Model otrzymałem w prezencie, więc trzeba było go zrobić ;) Własnoręcznie kupione zawsze czekają na swój czas :)...

Kleje:
Farby:
Chemia modelarska:

Tak się składa, że budując modele przedwojennych polskich samolotów, staram się wybierać malowania z trzech miast - Pucka, Torunia i Grudziądza. co jednak wcale nie przeszkadza temu, że w mojej gablotce stoją modele samolotów w Warszawy, Krakowa czy Lwowa. Kiedy ukazały się modele myśliwców P.7a z Arma Hobby z zadowoleniem stwierdziłem, że w zestawie De Luxe Set jest malowanie z Torunia, zaś w Expercie z Grudziądza. Super! Budowa modeli w ramach projektów grupowych bardzo nam się spodobał, więc kiedy przyszła pora, żeby w taki sposób popełnić kilka modeli PZL P.7a, ja doskonale wiedziałem, w jakim malowaniu powstanie moja miniatura - samolot kpt. pil. L. Pamuły, dowódcy III/4 Dywizjonu Myśliwskiego z Torunia. Sam kpt. Pamuła (1898 -1940) już za życia stał się legendą, jego życiorys mógłby posłużyć za scenariusz filmowy. Przeloty na małej wysokości pod toruńskimi mostami to była dla niego norma, znamy jest także fakt zorganizowania suto zakrapianej imprezy dla nowych pilotów. Pamuła jako dowódca sam wziął w niej aktywny udział, zaś następnego dnia rano zarządził pokazy akrobacji lotniczej, w których także aktywnie uczestniczył. Dał wspaniały popis akrobacji, który wykonał samolotem do treningu lotów bez widoczności a po wylądowaniu wysiadł z maszyny... zupełnie nagi. Rozebrał się w trakcie. Stąd tytuł - "Maszyna Kozaka z Torunia". Podczas Kampanii Wrześniowej kpt. Pamuła uzyskał jedno potwierdzone zestrzelenie. Współtworzył polskie dywizjony myśliwskie we Francji, a później w Wielkiej Brytanii. Zmarł 9.08.1940r. w wyniku ataku sepsy po źle wykonanym zabiegu stomatologicznym.
Wykorzystane zestawy:
Kleje:
Farby:
Chemia modelarska:

No i znowu Marcin zaburzył plan moich prac. Miałem kończyć „stadninę” Skalskiego, a on mi serwuje pudełko z PZL P.7a z Arma Hobby i mówi, że on robi, Piotrek robi, to może ja się skuszę. Wiecie, Marcin to taki kolega, któremu się nie odmawia. No to pomysł zaakceptowałem i żwawo wziąłem się za robotę, bo za pasem miałem wyjazd do wnuków.