W Pudle - Pokładowy samolot myśliwsko - rozpoznawczy Fairey Firefly Mk.I - 1/48 - Special Hobby

Model: Fairey Fiefly Mk.I "The Initial British Missions over Korea
Nr kat.: SH 48145
Skala: 1:48
Producent: Special Hobby
Tworzywo: model wtryskowy, elementy fototrawione, klisza, elementy żywiczne
Malowanie: 3 x Wielka Brytania   

Samolot myśliwsko – rozpoznawczy Fairey Firefly powstał w latach 1940 – 1943 jako następca wcześniejszej konstrukcji o podobnym przeznaczeniu – Fairey Fulmar. Firefly miał być także samolotem pokładowym ale o lepszych osiągach i silniejszym uzbrojeniu. Udział tej konstrukcji w okresie II Wojny Światowej był raczej marginalny, ale za to ten samolot mocno zaakcentował swą obecność podczas Wojny Koreańskiej operując z pokładów brytyjskich i australijskich lotniskowców. Model tego samolotu w podziałce 1/48 ma w ofercie kilku producentów, a jednym z nich jest Special Hobby. Postanowiłem zerknąć do jednego z kilku zestawów umożliwiających budowę tego pięknego i ciekawego samolotu.

Do tej konstrukcji miałem słabość od dzieciństwa, a dlaczego wyjaśnię później. Myślę, że wielu modelarzy zwłaszcza w moim wieku lub podobnym, zaczynających przygodę z modelarstwem na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zeszłego stulecia moje zdanie w pełni podzieli. Na razie trzeba się jednak zająć zawartością pudełka. 

Jest ono średniej wielkości, zdobi je bardzo efektowny boxart przedstawiający lądowanie Firefly na pokładzie jednego z lotniskowców Royal Navy. Szata graficzna nie jest najnowsza, ponieważ wybrałem sobie zestaw, który wydany został po raz pierwszy w 2013 r. Wtedy to bowiem Special Hobby wypuściła aż sześć zestawów umożliwiających budowę modelu tego samolotu. Kolejne dwa pojawiły się w 2014 i 2015 r. W pudełku znajdziemy sporą foliową, zaklejaną torebkę w której zz kolei najdziemy wypraski, dodatki oraz kalkomanię. Całości dopełnia instrukcja. Model to short run, ale wydany już w nieco nowszej konwencji. Podstawę stanowią wypraski, przy czym część form wykonano klasycznymi metodami, ale już część za pomocą technologii cyfrowych. Mamy też detale fototrawione i żywiczne.

Skrzydła z całą pewnością zostały zaprojektowane i wykonane w sposób tradycyjny, ręczny. Mają one klasyczny podział, co zresztą doskonale widać na zdjęciach. Linie podziału wklęsłe, ale równe i wyraźne, trochę w niektórych miejscach widać tę ręczną robotę. Nie ma kołków pozycjonujących, zaś lotki i klapy nie są odrębnymi elementami. Oczywiście po wycięciu z ramek trzeba je będzie potraktować narzędziami ściernymi.

W podobny sposób powstała kolejna ramka, na której znajdują się większość podzespołów kadłuba. Ma on także standardowy podział na prawą i lewą połówkę. Znajdziemy tam także trochę detali wnętrza kabiny, wlotu powietrza do chłodnicy i temu podobnych rzeczy. Zewnętrzna faktura kadłuba prezentuje się podobnie jak skrzydła. Wklęsłe, równe i wyraźne linie podziału blach, nie przekombinowane w żadną stronę powierzchnie kryte płótnem. Dopiero, gdy zajrzymy do wewnątrz, od razu przypominamy sobie z jaką technologią mamy do czynienia. Dość chropowata powierzchnia, sporo śladów po wypychaczach, na szczęście usunąć należy jedynie te z kabiny pilota, ale bezwzględnie trzeba to zrobić. Na burtach zaznaczono jedynie imitację konstrukcji kadłuba. 

Dlatego, że większość wyposażenia znajduje się na kolejnych dwóch ramkach. Pierwsza z nich jest widoczna na powyższych zdjęciach. Poza detalami kokpitu znajdziemy tam także usterzenie poziome, dwa typy śmigieł, z których wykorzystamy trójłopatowe, oraz kilka innych drobnych detali. Ta ramka zawiera detale do różnych wersji samolotu i co wykorzystamy, zależy od tego, którą wersję chcemy budować. Ta ramka także powstała przy zastosowaniu klasycznych technologii o czym świadczy sposób wykonania usterzenia poziomego. Stateczniki składają się z górnych i dolnych połówek.

Następne trzy ramki zaprojektowano już cyfrowo. Pierwsza z nich zawiera wszelkie drobne detale kokpitu, podwozia, lufy działek, kilku typów i piasty śmigieł. Jest ona podobnie jak poprzednia, uniwersalna przeznaczona dla różnych wersji samolotu. Muszę przyznać, że przyjemnie się to ogląda, kokpit i podwozie to bardzo mocne punkty tego zestawu.

Dwie kolejne, identyczne, mniejsze ramki zawierają podwieszenia. Są to dwa typy niekierowanych pocisków rakietowych, pojedyncze i podwójne, przy czym wykorzystamy jedynie te drugie. Są też podwieszane zbiorniki paliwa, które także pominiemy. 

Ramka z oszkleniem jest dość skromna. Znajdziemy na niej dwa typy oszklenia na kabinę pilota w dwóch typach z których wykorzystamy jeden, oszklenie kabiny obserwatora oraz klosze świateł pozycyjnych i reflektora do lądowania. Oszklenie wykonano w sposób poprawny, ramy są równe i wyraźne. Jedynym mankamentem jest to, że nie są one dzielone i jeśli będziemy chcieli wykonać otwarte kabiny czeka nas trochę pracy samodzielnej.

Ponieważ opisywany model jest short runem, elementy polistyrenowe zostały uzupełnione o fototrawione i żywiczne dodatki. Na blaszce umieszczono jedynie dwa elementy, są to podstawy wyrzutni niekierowanych pocisków rakietowych. Przykleimy je do dolnych powierzchni skrzydeł. Jako odlewy żywiczne wykonano luki podwozia, kolektory spalin oraz wloty powietrza, nie wiem co prawda do czego, ale podejrzewam że do gaźnika, sądząc po ich umiejscowieniu. Lukom podwozia można zaaplikować kilka kabli i podobnych bajerów, jak ktoś posiada dokumentację. Rury wydechowe wymagają jedynie poprawnego pomalowania i kilku zabiegów artystycznych.

Kalkomanie. Producent zaopatrzył zestaw w aż dwa spore arkusze. Na pierwszym z nich znajdziemy oznaczenia i stencile, zaś na drugim same czarne oznaczenia literowo – cyfrowe. Każdy z samolotów miał tego dość sporo i to słusznych rozmiarów, więc rozmiar arkusików nie powinien dziwić. Pod względem kolorystyki i jakości druku kalkomanie wyglądają poprawnie. Kalkomanie drukowała firma Aviprint, która kiedyś świadczyła tego typu usługi na rzecz Special Hobby. Nakładamy je zatem w tradycyjny sposób.

Do dyspozycji mamy cztery warianty malowania, wszystkie jak stanowi tytuł zestawu dotyczą samolotów, które wykonywały pierwsze brytyjskie misje bojowe w wojnie koreańskiej. Wszystkie z jednego dywizjonu bazującego w 1950 r. na pokładzie lotniskowca HMS „Triumph”. Trzy malowania niemal identyczne – ciemno szary i sky, zaś jedno nawiązujące do klasyki FAA z lat II wojny światowej.

Schematy malowania oczywiście zamieszczono w instrukcji, która nieco zdążyła ewoluować od czasów opisywanej niedawno Skua. Jest to już broszurka na kredowym papierze, ale w kolorze pokazano jedynie schematy malowania i materiały propagandowe. Dotyczą one modeli innych brytyjskich samolotów pokładowych, których w ofercie Special Hobby jest dość sporo.
Zestaw ten podobnie jak wspomniana przed chwilą Skua to nie jest model dla każdego. Wymaga on sporo pracy i zamiłowania do klejenia short – runów. Daje on jednak modelarzowi sporo możliwości w zakresie samodzielnych waloryzacji, co może dać znakomite efekty. Ponieważ modele tego samolotu w podziałce 1/48 mają w ofercie także inni producenci, na rynku jest dostępnych sporo dodatków, które w mojej ocenie można zastosować także budując model w oparciu o opisywany przeze mnie zestaw. Teraz mogę już ujawnić, dlaczego akurat do Fairey Firefly mam taki sentyment. Przez model o którym mowa poniżej. 

Model: Fairey Firefly - Naval Fighter
Nr kat.: Cat.No.78125
Skala: 1:72
Producent: Novo
Tworzywo: model wtryskowy
Malowanie: 1 x Holandia, 1 x Kanada  

Dokładnie chodzi o miniaturę Firefly wydaną przez firmę Novo z dawnego ZSRR. Rodowód tego modelu sięga 1972 r. kiedy po raz pierwszy ukazał się pod szyldem brytyjskiej firmy FROG. No mój rówieśnik! Modele tego producenta cieszyły się dużym uznaniem wśród modelarzy z uwagi na poprawność wymiarową i bryłową oraz dobre spasowanie poszczególnych elementów. Wtedy była to naprawdę pierwsza liga. Modele Froga w Polsce były bardzo trudno dostępne, jak większość zachodnich produktów modelarskich. Firma ta jednak upadła, zaś produkcję jej modeli kontynuowała firma Novo z ZSRR. Modele przez to stały się nieco lepiej dostępne w naszym socjalistycznym raju, ale i tak dostać je w takiej formie jak na zamieszczonych zdjęciach było dość trudno. Pogarszała się natomiast jakość wyprasek z uwagi na bezlitosne katowanie form wtryskowych. Zestaw jest zresztą dostępny do tej pory w pudełkach innych producentów, ale powierzchnię nadlewek można mierzyć w metrach kwadratowych.

To , co widać na zdjęciach było to bowiem odmianą przeznaczona na eksport do zgniłego zachodu. Ładne jak na radzieckie warunki pudełko z kolorowymi schematami malowania na odwrocie i przyzwoitą kalkomanią. W Polsce częściej można było dostać edycję adekwatną dla socjalistycznego raju, czyli bez pudełka i kalkomanii ale za to w foliowym worku, w który spokojnie można było pakować cement.

Jak widać na zdjęciach, model składa się z czterech wyprasek wykonanych z błękitnego polistyrenu. Kolor ten nie był normą, po prostu wytryskiwano to co akurat było pod ręką. Wypraski mogły być także białe, szare, zielone, żółte a nawet czerwone i chyba nie wyczerpałem całej palety kolorów. Linie podziału w modelu są poprowadzone poprawnie, są jednak wypukłe, co w owych czasach było normą. Hasegawa jeszcze nie wpadła na swój najbardziej znany patent. Kokpit to właściwie tylko fotele i figurki pilotów, o szczegółach luków podwozia też można było zapomnieć. Nadlewki za to były wszechobecne, eksploatacja form do granic możliwości nikomu nie przeszkadzała. Oszklenie o grubych ściankach i mało przejrzyste. Stąd właśnie wzięło się określenie „kuflowe”. 

Kalkomania. Jeżeli w ogóle ktoś miał szczęście i miał model z kalkami to wyglądały one tak jak na zdjęciu. Obecnych standardów nie spełniają, ale wtedy to było coś! Instrukcja to ulotka wydana na byle jakim papierze, ale za to rysunki trzymały wysoki poziom, nie ustępują tym opracowywanym obecnie. Z tego zestawu i jemu podobnych powstało w owych czasach wiele wspaniałych modeli, a większość szczegółów dorabiało się samemu, bo nie wymyślono jeszcze blach ani żywic. Może dlatego jestem postrzegany jak modelarski dziwoląg, który nie załamuje rąk nad nadlewką czy nie prawidłowo poprowadzoną linią podziału, ale po prostu bierze i poprawia. W każdym razie w dawnych czasach nie dorobiłem się Fireflaya, ale skleiłem go dla kuzyna, byłem za to szczęśliwym posiadaczem Swordfisha. Sentyment do następcy Fulmara jednak się zrodził i trwa do tej pory, więc sklejenie zestawu Special Hobby na pewno kiedyś nastąpi.

 

Dziękuję producentowi, firmie Special Hobby za przekazanie modelu na potrzeby recenzji

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

         

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!