Szmatopłaty według Marwawa, Cz.II - Caudron G.IV -1/48 - Cooper State Models

 

Model:
•    Caudron G.IV late wersion, Cooper State Models, SCM 1072
Kleje:
•    Tamiya Extra Thin, Revell Contacta Liquid
•    cyjanoakrylowe
Farby:
•    lakiery: Bilmodelmakers, HATAKA
•    farby akrylowe: HATKAK, Vallejo, AK, Italeri
Chemia modelarska:
•    Surfacer 1000, Tamiya
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii    Mr. Mark Setter
•    Wash Dark Grey, Black Tamiya,
•    Suche piogmenty, Vallejo, Talen
•    Matt verniks Vallejo,

Tym razem facet trochę przesadził. Z takim modelem do poradnika o klejeniu wielopłatów? Może jeszcze dla początkujących? Może to nic trudnego? Pierwsze wrażenie rzeczywiście może takie być. Samolot rozpoznawczo – bombowy Caudron G.IV swoją konstrukcją może, zresztą zupełnie słusznie budzić spore obawy co do stopnia trudności budowy jego miniatury. Nie czarujmy się, jest to konstrukcja niemal pionierska i bliżej mu raczej do romantycznych wyczynów braci Wright czy Henri Bleriota niż wojennych machin do zabijania. Sam zresztą miałem sporo obaw co do powodzenia tego projektu, a także tego czy w ogóle powinien się znaleźć w cyklu porad o klejeniu „szmatopłatów”. Ale po kolei.

Do sklejenia tego modelu zabierałem się jak pies do jeża, odwlekałem to jak tylko mogłem, koniec końców model przeleżał rok w magazynie i dłużej nie mogłem tego odwlekać. W końcu postanowiłem zmierzyć się z wyzwaniem, a byłem przerażony zarówno delikatnością konstrukcji i olinowaniem, którego nie powstydziłby się XVII-wieczny galeon. Przewidywałem raczej smutną konieczność sromotnej klęski i odkupienie zestawu, ale koniec końców wszystko skończyło się szczęśliwie, zgodnie ze starą prawdą, że nie taki diabeł straszny. Ponieważ zestaw firmy Cooper State Models umożliwiający budowę miniatury Caudrona G.IV w skali 1/48 jest opracowany rewelacyjnie i na chwilę obecną jest to najlepszy model samolotu z okresu I Wojny Światowej z jakim miałem dotychczas do czynienia, postanowiłem umieścić go w drugiej części mojego cyklu. Po prostu opracowany jest tak, ze z budową poradzi sobie nawet średnio zaawansowany modelarz. To nie żarty, zresztą widziałem w sieci dość sporo galerii modeli wykonanych w oparciu o ten zestaw, jedne wykonane genialnie, inne bardzo poprawnie. Nikt na ten zestaw nie narzekał, nawet w Polsce. Uznałem, że po prostu może ktoś wykorzysta moje skromne doświadczenia do budowy swoich replik.
Specyficzna konstrukcja tego samolotu – dwukadłubowego wielopłata wymusiła specyficzny sposób jego klejenia. Po prostu należało skleić i pomalować całe podzespoły i dopiero łączyć je z sobą w całość. Także wykonanie olinowania, czyli naciągów i cięgien sterowych musiało być przeprowadzone etapami przy zastosowaniu kilku różnych technik i materiałów. 

Ale po kolei. Budowę zacząłem od wykonania kadłuba mieszczącego kabinę pilotów, belek kadłubowych oraz gondoli silnikowych. Nie było tu praktycznie żadnej filozofii, bo części plastikowe były idealnie spasowane, zaś fototrawione detale w niczym im nie ustępowały. Belki oraz gondole zostały od razu złożone w całość, zaś wnętrze kabiny czekało malowanie.

Które było kolejnym etapem prac. Do malowania używałem farb akrylowych różnych producentów i wykonałem je w całości przy pomocy pędzli, bo tylko tak można uzyskać wiarygodnie wyglądającą fakturę drewna, które było przecież podstawowym materiałem do budowy samolotów w tamtych dawnych, pionierskich wręcz czasach. 

Montaż kadłuba w całość także przebiegał bez większych problemów. Trzeba tylko uważać na jego górną cześć. Otwory pod centralne zastrzały są nieco zbyt wąskie, co może utrudniać montaż. Ja po kilku bezowocnych próbach dałem sobie spokój z rozwiązaniami siłowymi, tylko nieco poszerzyłem otwory pod zastrzały. Wklejenie odbyło się bezproblemowo. Po obróbce miejsc łączenia dokleiłem jeszcze kilka detali, po czym zabrałem się za makiety silników usterzenie oraz płaty. Górny trzeba było skleić w całość z trzech elementów, warto na tym etapie nieco poprawić spasowanie, bo zostają mało estetyczne szczeliny. Ja tego nie dopilnowałem, ale szpachlówka Vallejo nałożona później rozwiązała problem. Dolny płat natomiast wymagał „uzbrojenia” w całkiem pokaźną ilość fotorawionych detali. Na tym etapie odpuściłem sobie montaż całej gamy okuć do mocowania zastrzałów i naciągów w komorze płatów.

Malowanie było następnym etapem prac i jak zaznaczyłem musiało zostać wykonane zanim model został złożony w całość. Zanim się za nie zabrałem, sprawdziłem wzajemne spasowanie poszczególnych podzespołów modelu. Z zadowoleniem skonstatowałem, że model ten da się bez problemów złożyć na sucho i będzie się on trzymać w całości. Brawo dla Cooper State Models za genialne spasowanie zestawu. 

Malowanie odbyło się według dawno utartego schematu. Przy pomocy lakierów natryskowo modelarskich pomalowałem, kadłub oraz belki kadłubowe i wszelkiego rodzaju okucia, zarówno te zamontowane, jak i te na blaszkach. Imitacje drewna na belkach i zastrzałach wykonałem już przy pomocy pędzelków farbami akrylowymi.

Malowanie gondoli silnikowych przebiegało w identyczny sposób. Przy pomocy brązowego wascha zaznaczyłem imitację sznurowań płóciennego pokrycia, zamontowałem także makiety silników. Pomalowane w tym czasie ich osłony oraz śmigła musiały poczekać w specjalnym pudełku na swój czas.

Nieco inaczej przebiegało malowanie płatów i usterzenia poziomego. Chciałem bowiem uzyskać efekt prześwitywania przez płótno konstrukcji płatów. W pierwszym odcinku, przy okazji budowy modelu SE.5a ograniczyłem się tylko do wymalowania siatki dźwigarów i żeber na dolnych powierzchniach płatów. Ponieważ płaty G.IV był pozostawione były w naturalnej barwie cellonowanego płótna lnianego (CDL) konstrukcja płatów przebijała przez płótno zarówno z dołu, jak i z góry, ale nieco inaczej. Podpatrzyłem w sieci pewien patent, który postanowiłem przetestować. Konstrukcję płatów na dolnych powierzchniach wymalowałem kolorem brązowym, zaś na górnych do tego celu użyłem białej farby. Na tak przygotowane płaty natryskowo naniosłem biało – beżowy lakier, który miał w mojej ocenie imitować CDL. Starałem się malować tak, żeby konstrukcja płata naprawdę ledwie widoczna.

Co chyba się udało. W podobny sposób pomalowałem usterzenie poziome. Napędy sterów wysokości otrzymały kolor drewna, podobnie jak sporo innych elementów, które już zostały zrobione, jak i tych które czekały na swoją kolej.

Można zatem było myśleć o złożeniu modelu w całość, a myślenia na ten temat miałem naprawdę sporo. Wymyśliłem, że zacznę od zamontowania naciągów pomiędzy zastrzałami nad kabiną pilotów i w ogóle o tych wszystkich krótkich, trudno dostępnych miejscach, których było dość sporo. Zanim jednak się za to zabrałem, zamocowałem na swoim miejscu ramę karabinu maszynowego. Ta dość skomplikowana konstrukcja zamontowana na nosie samolotu, a składająca się głównie z delikatnych fototrawek naprawdę „robi robotę” jednak niezbyt czytelna instrukcja w żaden sposób nie ułatwia jej montażu. Teraz to oczywiście jestem mądry i zrobiłbym ją zupełnie inaczej, tak niestety nie uniknąłem kilku błędów. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej jest skleić ramę i dopiero potem montować już na niej obejmę, a nie jak sugeruje instrukcja ramę wklejać w uprzednio zmontowaną obejmę. Tak się nie dało, przynajmniej w moim wypadku. Poprawek i przeróbek miałem dość sporo, ale w końcu rama bez strat własnych znalazła się na swoim miejscu w modelu. Karabin postanowiłem zamontować dopiero na końcu. Wróćmy zatem do naciągów. Rozpięć należało je pomiędzy czterema zastrzałami wystającymi z kadłuba. Na nich miał opierać się baldachim górnego płata. Zacząłem od odpowiedniego wygięcia okuć i przyklejenia ich do wierzchołków zastrzałów. Są to bardzo niewielkie elementy fototrawione, które wymagają także wygięcia w odpowiedni kształt, bo do nich przykleimy później naciągi. Obawiałem się czy dam radę, ale posikując się lupą na statywie i pęsetami dałem radę i okucia znalazły się na swoim miejscu. Tu wielkie uznania za dobre zaprojektowanie i wykonanie dołączonych do modelu blaszek, bo są bardzo dobrze wykonane i co ważne wyginają się bezproblemowo. Naciągi zostały wykonane z cieniutkich pręcików polistyrenowych. Oczywiście, nieśmiertelna ramka wtryskowa, wyciągana nad ogniem.

Podobnie powstały naciągi pomiędzy zastrzałami gondoli silnikowych, z tym że było ich dwa razy tyle co przy kabinie. Znajdowały się one bowiem z góry i z dołu i jeszcze trochę z tyłu. To jest dobra okazja, aby poświęcić polistyrenowym patyczkom nieco uwagi. Jak każda metoda ma ona swoje zalety i wady. Zaletą jest to, że stosunkowo szybko można wykonać sporą ilość naciągów. Wadą jest to, że są one szalenie delikatne, każde muśnięcie palcem czy zahaczenie pęsetą może spowodować zerwanie lub odkształcenie naciągu. Ważne jest także tworzywo, z jakiego wykonujemy pręciki, powinno być dobrej jakości i mieć odpowiedni kolor, dlatego ja osobiście z ramek, których kolor mi odpowiada wycinam długie proste fragmenty, mogą się zawsze przydać. Tworzywo powinno być także wysokiej jakości, ale to już trzeba dobrać metodą prób i błędów. Do wykonania prętów pod naciągi w Caudronie użyłem resztek wyprasek po  modelu z Academy. Nie polecam natomiast tworzywa firmy Zvezda, fatalnie znosi obróbkę termiczną. Kiedy już zaczniemy produkować nad świeczką pręciki, musimy zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze grubość pręcika należy dobrać do grubości gumo nitek z których wykonamy dłuższe odcinki naciągów. Po drugie odpowiednie wysezonowanie naszych pręcików. Po wyciągnięciu należy odłożyć je na kilka minut na równej, płaskiej powierzchni i pilnować, żeby w żaden sposób się nie zwichrowały czy wykrzywiły. Powinny być idealnie proste. Kiedy mamy pewność, że tworzywo stwardniało, możemy pociąć je na mniejsze odcinki i przystąpić do montażu naciągów. Ja robię to w ten sposób, że przygotowuje sobie jeden prosty odcinek pręcika. Docinam go na odpowiednią długość i kiedy jestem pewien, że jest taki jak trzeba przygotowuję za jego pomocą odpowiednią ilość pręcików, a potem wklejam je na swoje miejsca pomiędzy zastrzałami. Do tego celu najlepiej nadaje się średnio gęsty lub rzadki klej cyjanoakrylowy. Zanurzamy w nim końcówki pręcików i przy pomocy pęsety montujemy na swoim miejscu. Trzeba też pamiętać, żeby za silnie nie ściskać pręcika w pęsecie, bo może się on wygiąć lub odkształcić. 

 Wyposażenie obu płatów w okucia do montażu zastrzałów i naciągów było kolejnym z kilku etapów składania miniatury w całość. Tym razem postępowałem zgodnie z wskazaniami zawartymi w instrukcji, pracowicie wyginając każde z delikatnych i różniących się od siebie okuć, żeby finalnie umieścić je na swoich miejscach w płatach. Szkoda tylko, że Cooper State Models przewidziało te okucia jedynie dla komory płatów, zabrakło ich dla naciągów podskrzydłowych, na usterzeniu i w paru innych miejscach, co w mojej ocenie bardzo pozytywnie wpłynęłoby na zestaw jako całość. Ewidentnie zbrakło także imitacji sznurowań pomiędzy fragmentami górnego płata, aż się prosiło, aby wykonać na blaszce stosowne imitacje. Tego jednak w zestawie zabrakło, a ja wykonałem je od podstaw używając plastikowych pręcików, ale w kolorze brązowym. Ponieważ francuskie kokardy na dolnej części płata znajdują się akurat w miejscu, gdzie montowane są zewnętrzne zastrzały, kalkomanie trzeba było nakleić już na tym etapie. Niestety, jakość obecnie produkowanych kalkomanii firmy Cartograf nieco rozczarowuje. Na płaskich powierzchniach nakładają się bez zarzutu, ale już na bardziej złożonych potrafią sprawić nieco problemu. Pomimo użycia sporej ilości płynu, nie wnikają w powierzchnię tak dobrze, jak na przykład obecnie produkowane kalkomanie Techmodu. Musiałem się sporo namęczyć, żeby nakleić je prawidłowo, a i tak w jednym miejscu nie wyszło tak, jak oczekiwałem.

Ostatnim etapem przed złożeniem modelu w całość był montaż części ogonowej, czyli usterzenia na belkach ogonowych. Tu nie było żadnych nie przewidzianych przygód. Wszystko idealnie do siebie pasowało. Kleiłem punktowo na klej cyjanoakrylowy, a po jego wyschnięciu, w miejsca łączenia wpuszczałem penetrujący klej do polistyrenu. Dawało to mocną, trwałą spoinę. Zanim jednak usterzenie złożyłem w całość, przy pomocy cienkiego wiertła nawierciłem cieniutkie otwory pod linki napędu sterów kierunku. Trzeba pamiętać, że było ich aż cztery. Zanim wkleiłem napędy na zewnętrznych sterach, musiałem nakleić na nich kalkomanie. Jak wspomniałem powyżej obyło się bez przykrych niespodzianek. Na samym końcu wkleiłem koła. Jak ja lubię takie składające się z opony i dwóch części felgi. Maluje się osobno, składa w całość i można montować na goleni. Zupełnie bezstresowo.

Teraz można było brać się za składanie grata w całość. Zacząłem od osadzenia na dolnym płacie kadłuba oraz gondoli silnikowych. Także obyło się bez niespodzianek (tak mi się wtedy wydawało), więc mogłem przystąpić do wykonania linek napędu sterów oraz naciągów pomiędzy gondolami a kadłubem.

 Zacząłem od napędów sterów oraz silników.  Znajdują się one w bardzo niewygodnym miejscu przy samym dolnym płacie. Cięgna napędu silników wykonałem z polistyrenowych prętów, nieco grubszych niż te, z których robiłem naciągi. Więcej natomiast było zabawy z umieszczeniem ich na swoich miejscach. Trzeba było uzbroić się w cierpliwość, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Podobnie jak z napędami sterów, które dla odmiany postanowiłem wykonać z nitek z damskich rajstop. Taka nitka powinna być dość długa, oba jej końce trzeba usztywnić klejem cyjanoakrylowym, uzyskując coś w rodzaju pręta. Jeden z nich powinien być dość długi, żeby można było przeciągnąć nitki pod gondolami silników. Przygotowałem sobie cztery takie nitki. Montaż zacząłem od tych, znajdujących się głębiej w komorze płata. Krótszym końcem wkleiłem je w otwory w kadłubie, a po wyschnięciu kleju, przy pomocy tego długiego usztywnionego klejem końca, przewlokłem nitkę przez zastrzały i naciągi gondoli silnikowej, tak aby o nic po drodze nie zahaczyła. Miała przechodzić prosto do swojego miejsca na tylnym okuciu wewnętrznej pary zastrzałów. Tam należało nitkę przykleić. Tu nie można robić nic na pamięć, ani na wyczucie, zawsze obok powinna znajdować się otwarta na właściwej stronie instrukcja. Jak wspominałem, niezbyt czytelna, ale po dłuższym studiowaniu, można wyczytać jak prawidłowo wykonać tego typu detale. Całą operację musiałem powtórzyć cztery razy. Nie był to łatwy etap ale możliwy do wykonania. Końców nitek nie odcinałem, napędy sterów kończyły się bowiem na górnym płacie przy zewnętrznych zastrzałach. Naciągi pomiędzy kadłubem a gondolami silnikowymi wykonałem z polistyrenowych prętów, z tym że trzeba było bardziej uważać, bo odcinki były nieco dłuższe niż poprzednio.

Mogłem teraz wklejać górny płat. Pomimo, że ta operacja nigdy nie należy do bezstresowych, podchodziłem do niej ze spokojem, bo tyle razy przymierzałem wszystko na sucho i pasowało jak ulał. Srodze się zdziwiłem, kiedy okazało się kadłub jest odrobinę przesunięty w stosunku do gondoli silnikowych i nie można osadzić wszystkich dwunastu zastrzałów w otworach w górnym płacie. Zdecydowałem się na drobne oszustwo, polegające na odcięciu żyletką końcówek dźwigarów na kadłubie, toż przy samych okuciach. Wtedy nagle wszystko zaczęło pasować idealnie. W otwory na kadłubowe zastrzały wpuściłem odrobinę szpachlówki Vallejo, zaś wszystkie zastrzały punktowo wkleiłem klejem cyjanoakrylowym, sprawdzając oczywiście czy symetria modelu jest zachowana. Kiedy upewniłem się, że jest zachowana mocowania zastrzałów gondoli silnikowych wzmocniłem także klejem penetrującym. Oczywiście model odłożyłem na dobę do całkowitego związania miejsc klejenia. Po tym wklejenie zastrzałów pomiędzy płatami i przy okazji wyretuszowanie kilku miejsc było formalnością. Na zdjęciach widać, że model ma założoną także cześć ogonową, osłony silników i śmigła. Są one jednak tylko założone na sucho, ponieważ najpierw trzeba było rozprawić się z resztą olinowania.

Na początek reszta linek sterowych pomiędzy płatami. Używałem także nitek z rajstop, zaś sposób ich montażu był identyczny, jak opisany powyżej. Krzyżujące się naciągi pomiędzy wewnętrzną parą zastrzałów wykonałem z plastikowych prętów w podobny sposób jak te pomiędzy kadłubem a gondolami silników. Model zaczynał nabierać życia.

Ponieważ kolejne naciągi, jakie przyszło mi robić były zbyt długie, żeby wykonywać je z polistyrenowych pręcików, postanowiłem użyć gumo nitki Uschi, takiej jaką zazwyczaj używam przy mikromodelach okrętów w skali 1/700. Wybrałem grubość 0,03 mm. Przygotowuję sobie odcinki takiej nitki, nieco krótsze, niż długość naciągu. Montaż odbywa się w ten sposób, że przy pomocy dobrze zaostrzonej wykałaczki nanoszę odrobinę kleju w miejsce przytwierdzenia naciągu, a następnie umieszczam w niej jeden z końców nitki. Po wyschnięciu kleju operację postarzam z drugiej strony. Nieodzowna jest tu dobrej jakości pęseta, cierpliwość i odrobina wprawy.

Mając już wykonane wszystkie naciągi w komorze płata, mogłem przykleić zewnętrzne zastrzały oraz wykonać resztę naciągów, tu właśnie zabrakło odpowiednich okuć, za zamarkowałem ich istnienie odrobiną gęstej, szaroniebieskiej farby. 

Mogłem teraz zabrać się za część ogonową modelu. Przede wkleiłem część ogonową w resztę modelu. Odbyło się to w następujący sposób. Punktowo, klejem cyjanoatrylowym wkleiłem górne belki na swoje miejsca w górnym płacie. Dzięki temu „golenie” podwozia elegancko wskoczyły na swoje miejsca w otworach w dolnym płacie. Wszystkie miejsca łączenia otrzymały konkretną porcję kleju peneterującego. Musiałem jednak uważać, żeby nie uszkodzić powłoki lakierniczej, co przy tak agresywnej chemii jest przecież łatwe. Potem znowu odstawiłem model na dobę, a gdy byłem pewien że wszystko ładnie wyschło, a bryła i geometria są poprawne, mogłem przystąpić do dalszych prac. Na początek linki sterujące usterzeniem. Użyłem tu także nitek z damskich rajstop, jednakże ich rozpięcie pomiędzy kadłubem a usterzeniem było znacznie prostsze, niż w przypadku tych pomiędzy płatami. Ponieważ naciągi na usterzeniu były dość krótkie, wykonałem je z polistyrenowych prętów. Ostatnią czynnością było wklejenie okrągłych fot otrawionych zakończeń napędów sterów, takie detale zawsze dodają życia modelom. 

Ostatnie naciągi, jakie pozostały do wykonania należało porozpinać pomiędzy belkami kadłubowymi oraz pomiędzy podwoziem a płatami. Wykonałem je z gumonitki Uschi w identyczny sposób, jak te w komorze płatów. Po raz ostatni dał o sobie znać brak dostatecznej liczby okuć, tym razem na dolnej powierzchni dolnego płata.

Ponieważ miałem już wykonane wszystkie naciągi, zaś model był jednym kawałku i co ważne przypominał oryginał, mogłem zamontować wszystkie pozostałe drobiazgi, a więc śmigła, karabin maszynowy i prądnicę. Ciekawa sprawa wyszła z osłonami silników. Projektant założył sobie osadzenie ich na czterech fototrawionych uchwytach. Wszystko było tak idealnie spasowane, że wystarczyło nałożyć osłony na uchwyty, lekko docisnąć, żeby trzymały się bez użycia kleju. Od siebie dodałem także imitację mosiężnych przewodów znajdujących się w dolnej części gondoli silnikowych. Nie mam pojęcia do czego służyły, ale kojarzyły mi się z pewną aparaturą powszechnie używaną na Podlasiu. Ostatnia moja ingerencją z zestaw było dodanie imitacji przewodów od prądnicy umieszczonej na górnym płacie. 

Ponieważ podkładem dla kalkomanii był w moim wypadku tradycyjnie Sidolux, ostatnią czynnością było pokrycie matowym werniksem, wszystkiego, co w oryginale pokryte było płótnem. Podwozie i płozy ogonowe przykurzyłem ziemistym pigmentem, zaś karabin wraz z obrotnicą potraktowałem czarnym płynem do podkreślania detali. 

Na tym moja przygoda z modelem Caudrona G.IV się zakończyła. Okazało się  niepotrzebnie obawiałem się tego zestawu. Model okazuje się że nie jest taki trudny w montażu i skleić go w poprawny sposób może nawet średnio doświadczony modelarz. Oczywiście do wykonania imitacji wszystkich linek i naciągów potrzeba jednak doświadczenia i wprawy, dlatego nie powinno się od tego zestawu zaczynać przygody z modelami „szmato płatów”. Niemniej jednak zestaw firmy Cooper State Models to bardzo dobry przykład pracy modelarzy na rzecz modelarzy. Nie boję się stwierdzenia, że to ja lepszy model samolotu z okresu I Wojny Światowej z jakim przyszło mi pracować. Do ideału brakuje mu jedynie kilku centymetrów, a jedyne grzeszki tego zestawu to brak części okuć do mocowania naciągów oraz nie zawsze czytelna instrukcja montażu. To jednak w niczym nie zmniejsza bardzo wysokiej wartości merytorycznej tego zestawu. Firma Cooper State Model zapowiedziała wydanie modelu mniejszego brata tego samolotu, jednosilnikowego Caudrona G.III. Samolotu używanego także w Polsce. Będzie to jednak model w skali 1/32, więc na razie wstrzymam się z zakupem.

Druga część mojego gawędzenia o klejeniu modeli samolotów spod znaku płótna i sklejki dobiegła końca. Mój model nie jest może wykonany idealnie, ponieważ widziałem wykonane lepiej. Jestem jednak z osiągniętego efektu zadowolony, zaś jeżeli ktoś wykorzysta moje doświadczenia i zbuduje lepszą replikę, albo zacznie kleić modele samolotów z okresu Wielkiej Wojny to nic tylko się cieszyć. Ja natomiast zbieram materiały i pomysły do kolejnych odcinków. Kilka już nawet chodzi mi po głowie. Będzie oczywiście o klejeniu i patentach z tym związanych, ale nie tylko. Przy okazji modeli będę chciał także przemycać różne ciekawostki historyczne, obyczajowe czy kulturalne, a tych nie brakuje. Wystarczy przyjrzeć się bliżej Monarchii Habsburskiej.

 

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

         

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd