Samolot komunikacyjny Dash 8Q 400 - 1/144 - AMP

 

Wykorzystane zestawy:
- Dash 8Q400-AT Airtanker - Canadian Short Range Commuter Airliner, AMP, Nr kat. 144011,
- Dash 8Q400, MR.Decal, nr kat. MD148
Kleje:
- Tamiya Extra Thin, cyjanoakrylowe,
Farby:
- podkład Tamiya Surfacer 1200,
- lakiery - BilmodelMakers,
- akrylowe - Vallejo, Italeri, AK Inteactive Intense
Chemia modelarska:
- Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter,
- Tamiya panel Line akcent color Black
- Vallejo Matt Verniks,
- Suche pigmenty Talen

Samoloty naszego narodowego przewoźnika zawsze działały mi na wyobraźnię. Do tego stopnia, że ile razy mam okazję pozyskać model, który będzie można skleić w malowaniu PLL LOT to się nie zastanawiam. Dałem zresztą temu wyraz już wcześniej przy różnych okazjach. Ponieważ ostatnimi czasy to moje hobby w hobby zostało nieco zaniedbane, postanowiłem to zmienić i wziąć na warsztat kolejny lotowski model. Wybór padł na Dasha 8 Q 400.

Do budowy użyłem zestawu ukraińskiej firmy AMP. Polskich przepaków tego modelu z kalkomaniami umożliwiającymi wykonanie go w malowaniu LOT-u jeszcze nie było. Pozostało tylko zorganizować sobie kalkomanie. Wybór padł na Mr. Decal. Waloryzację zestawu postanowiłem wykonać we własnym zakresie. Dokumentację do budowy modelu znalazłem w serwisach spotterskich. Można było brać się do roboty.

Zestaw AMP to short run, ale wykonany obecnie i o niebo lepiej niż modele takich firm jak A-Model czy Estern Express, co zresztą od razu rzuca się w oczy po wyjęciu wyprasek z pudełka. Model ma odwzorowane luki podwozia i kabinę, od niej zresztą zacząłem jego budowę. Ograniczyło się to tylko do sklejenia i pomalowania tego, co przewidział producent. Od siebie dołożyłem jedynie panel sufitowy. Sklejona i pomalowana kabina została wklejona w kadłub. Po umieszczeniu obciążenia w części nosowej k został on sklejony w całość. Ze spasowaniem nie było specjalnych problemów.

Następnie powstały skrzydła wraz z gondolami silników. Tu trzeba było się trochę pogimnastykować, żeby prawidłowo umieścić gondole na swoich miejscach w skrzydle. Przydała się stara modelarska zasada, dziś już trochę zapomniana. „Trzy razy przymierz, raz sklej” W moim wypadku było trzeba dodać –„podetnij, podszlifuj”. Nie spieszyłem się, ale dzięki temu po wklejeniu gondoli w skrzydła, obyło się praktycznie bez szpachlowania. No może poza kilkoma drobnymi ubytkami. Sklejenie usterzenia to była formalność. Powstało równolegle z kadłubem. Potem czekało na swoją kolej montażu na kadłubie.

 Ten nastąpił po zakończeniu prac nad skrzydłami i gondolami silników. Też trzeba było uważać, żeby uzyskać prawidłową bryłę i geometrię modelu. Zwłaszcza przy wklejaniu skrzydeł w kadłub. Wielokrotne przymiarki, docinanie, podszlifowywanie, aby skrzydła osiadły na kadłubie jak należy. Kiedy byłem zadowolony z uzyskanego efektu, model został sklejony w całość, prezentując po raz pierwszy swą elegancką sylwetkę. Miejsca łączenia skrzydeł z kadłubem w górnych częściach wypełniłem klejem cyjanoakrylowym i dokładnie wyszlifowałem. Z dołu wszystko pasowało niemal idealnie, co zresztą było moim zamiarem, żeby tam, jak się uda uniknąć szpachlowania i obróbki. 

Kolejny etap prac to wykonanie detali podwozia, silników i śmigieł oraz pomalowanie tego wszystkiego. Filozofii specjalnej tu nie było, należało tylko uważać przy wycinaniu drobnych elementów z ramek. Malowanie także ograniczyło się do pomalowania całego samolotu kolorem białym, a detali kolorami srebrnym i czarnym. Używałem tradycyjnie lakierów firmy Bilmodelmakers. Maskowanie ograniczyło się do oklejenia oszklenia kabiny pilotów. Maski zresztą były w zestawie. Drobiazgi pomalowałem przy użycia farb akrylowych.

Potem można było po doklejać te wszystkie detale i zabrać się za kalkomanie. Obawiałem się, czy model jest prawidłowo wyważony i nie będzie opadać na ogon. Na szczęście nic takiego się nie stało.  Teraz nie pozostało mi nic innego, jak zabrać się za kalkomanie. W przypadku modeli samolotów komunikacyjnych często mają one postać kolorowych emblematów o dość sporej powierzchni. To dość utrudnia prace z kalkomaniami, często też wystawia na próbę ich jakość. Jak wspominałem powyżej wybrałem kalki wykonywane na zamówienie przez firmę Mr. Decal. Umożliwiają one wykonanie modelu w standardowym malowaniu PLL LOT obowiązującym obecnie, czyli z trzecim logo na brzuchu kadłuba. Wszystkie kalkomanie „techniczne” czyli okna kabiny, drzwi i odladzacze pochodziły w zestawu. Zacząłem od nałożenia kalkomanii Mr. Decal, a po ich wyschnięciu nałożyłem resztę. Oczywiście wcześniej zagruntowałem model Sidoluxem. Z przyklejeniem kalkomanii obu producentów nie miałem żadnych problemów, dodam tylko, ze kalkomanie Mr. Decal należy dokładnie wyciąć z arkusza. Tutaj mała uwaga dla producenta, aby baczniej przyglądać się odcieniom kolorów już w fazie wydruku. W moim wypadku kolor granatowy przy sztucznym oświetleniu delikatnie wpadał w ciemnooliwkowy odcień. Na szczęście przy świetle naturalnym tego nie widać.

Kalkomanie dostały dodatkową warstwę Sidoluxu, po czym dokleiłem wszelkiego rodzaju drobne detale, Były to antenki i jakieś „cosie” na kadłubie, które wypatrzyłem analizując zdjęcia. Model dostał też delikatny wash, oczywiście nie przesadzałem i także miałem pod ręką dokumentację fotograficzną. Na samym końcu naniosłem na model warstwę matowego werniksu i wkleiłem klosze reflektorów i świateł pozycyjnych. Oczywiście otrzymały one odpowiednie kolory.

W ten sposób budowa dobiegła końca, a moja kolekcja samolotów w barwach PLL LOT powiększyła się o kolejną miniaturę. Zestaw oceniam bardzo pozytywnie, jest całkiem przyjemny w budowie, nie stwarza problemów modelarzowi, no chyba że dla kogoś problemem jest odcięcie nadlewki czy spasowywanie detali przy pomocy narzędzi ściernych. Na to nic nie poradzę. Także na to, że będę tę kolekcję nadal rozwijać, a w magazynku czekają kolejne ciekawe tematy. 

 

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

Partnerzy

         

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!