Samolot myśliwski PZL P.11g Kobuz -1/48 - Art of Trans

 

Model:
•    PZL P.11g Kobuz, Art of Trans, Nr kat. -
Wykorzystane akcesoria:
•    Yahu Model YMA 4824
•    Mirage Hobby 481007 (tylko elementy fototrawione)
Kleje:
•    cyjanoakrylowe
Farby:
•    Bilmodelmaker
•    akrylowe - różne
Chemia modelarska:
•    Surfacer 1000, Tamiya
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii  Mr. Mark Setter
•    Wash Black Tamiya,
•    Wash Lavado Sepia, Vallejo,
•    Matt verniks Vallejo,
•    Suche pigmenty Talen, Vallejo. 

Samolot myśliwski PZL P.11g Kobuz, to jedna z tych konstrukcji co mocno oddziaływają na wyobraźnię pasjonatów lotnictwa, zwłaszcza modelarzy. Z bardzo prostej przyczyny. Historia jedynego wyprodukowanego egzemplarza tego samolotu jest dość dobrze znana i udokumentowana, poza jednym dość istotnym szczegółem. Nie są znane żadne zdjęcia tego samolotu. Dlatego też modelarze mają pole do popisu i co jakiś czas pojawia się galeria sklejonego modelu tego samolotu w malowaniach, które „stworzyli” autorzy tych modeli. Dysponując modelem tego samolotu postanowiłem także pobawić się w ten sposób.

Zestaw, który trafił na mój warsztat to oczywiście opisana jakiś czas temu przeze mnie miniatura w podziałce 1/48 wydana przez firmę Art of Trans. Czyli drukowana żywica. To jeden z tych modeli, co to powstawał pomiędzy innymi projektami, ale że akurat teraz skończyłem jego budowę, więc jest okazja aby przedstawić jej przebieg, i czego to nie nawymyślałem przy okazji. Budowę tego modelu traktowałem, jako kolejną lekcję postępowania z modelami wykonanymi w oparciu o technologię wydruku 3D, jako temat nieco bardziej na luzie, bez spiny i chęci udowodnienia czegoś sobie i innym. Na początek kilka uwag na temat tego co chciałem uzyskać. Zdaję sobie sprawę, że pierwsze spojrzenie na zdjęcia tego modelu może nieco szokować, z uwagi na malowanie kompletnie nieznane serii samolotów konstrukcji inż. Z. Puławskiego. Od razu rozwieję wszystkie wątpliwości, to malowanie nie istniało, jest całkowicie fikcyjne, zaś jednostka w malowaniu której powstał mój Kobuz była tylko w sferze planów. Mowa tu o Eskadrze Myśliwskiej MDLotu. Wraz z dwoma eskadrami torpedowo – bombowymi i eskadrą rozpoznawczą miała wchodzić w skład zreformowanego i wyposażonego w nowoczesny sprzęt lotnictwa morskiego. W myśl założeń Eskadra Myśliwska miała być wyposażona w samoloty operujące z lotnisk lądowych a bazować miała na lotnisku w Rumii Janowie lub w Pucku (jeżeli udałoby się dostosować tamtejsze pole wzlotów) zaś pozostałe trzy eskadry wodnosamolotów i łodzi latających miały stacjonować w nowej bazie, której lokację przewidziano w Starym Helu. Co ciekawe, niemiecki wywiad był przekonany, że wszystkie te eskadry osiągnęły gotowość operacyjną, dlatego też dokonano tak silnego nalotu na bazę w Pucku w dniu 1 września 1939 roku.  

Do zagadnienia malowania, oznakowania i uzbrojenia mojego modelu jeszcze wrócimy, na razie czas zabrać się za klejenie. Zacząłem oczywiście od wycięcia poszczególnych elementów z suportów, wtedy też okazało się, że skrzydła mają nienaturalny wznios ku górze. Konieczne było ich prawidłowe ukształtowanie, co wykonałem tradycyjną metodą – na gorącą wodę. Jedno ze skrzydeł ukształtowało się bez problemu, drugie niestety pękło, chyba dostało za mało temperatury. Nie pozostało mi nic innego, jak je skleić i dokładnie obrobić miejsca łączenia, co nie było zadaniem łatwym z uwagi na powierzchnie kryte blachą falistą. Jakoś jednak wyszło. Trochę gimnastyki wymagały też lotki i ich prawidłowe wklejenie.

Podobnie jak usterzenie. Zawiasy w statecznikach nie do końca odpowiadają swoim miejscom w powierzchniach sterowych. Dla mnie jednak takie poprawki są rzeczą całkowicie normalną. Piszę o nich tylko dlatego, żeby potem nie zarzucono mi braku obiektywizmu. Dla niektórych bowiem odrobina samodzielnej pracy i wykazanie minimum modelarskiej inwencji jest trudnym do opisania dramatem. Ponieważ chciałem wykonać pokrywy luków uzbrojenia radiostacji i bagażnika w pozycji otwartej, musiałem od podstaw zabudować ich wnętrza. To dla mnie też jest normalne, co więcej lubię tego typu prace. Dlatego też kadłubowe karabiny maszynowe wraz z osprzętem zrobiłem po swojemu. Podobnie jak radiostacja, która też do końca nie jest taka sama jak w P.11c, nie wiadomo bowiem jakie wyposażenie dostałby Kobuzy, gdyby doszło do ich produkcji seryjnej.

Takie założenie przyświecało mi zresztą przez całą budowę, a to co było skrytykowane w zestawie Art of Trans, czyli dość dowodne podejście do szczegółów konstrukcyjnych P.11c i P.24g paradoksalnie okazało się w moim wypadku zaletą. Wnętrze kabiny wykonałem jednak bez jakiś większych modyfikacji. Ponieważ miałem blaszkę firmy Mirage Hobby do modelu P.24F a sam model w przyszłości powstanie z użyciem blaszek Parta, zdecydowałem się na waloryzację swojego modelu właśnie w ten sposób.  Miałem zresztą dość sporo różnych części po modelach P.11 i P.24 z zestawów Arma oraz Mirage. Jak się okaże za chwilę bardzo się przydały. 

 Na razie przygotowałem sobie do malowania silnik wraz ze osłoną i ze śmigłem, wszelkie zastrzały oraz podzespoły podwozia. W tym miejscu chciałem trochę uwagi poświęcić właśnie śmigłu oraz osłonom podwozia. Śmigło trafiło mi się dość pechowo wydrukowane, co skutkowało koniecznością dokładnej korekty kształtu dwóch łopat i dorobienia od postaw trzeciej. Kilka wieczorów na to poszło, ale efekt nie jest najgorszy. Aerodynamiczne osłony podwozia widać, że mają inny kształt, niż te stosowane w P.24. Pomimo tego, że miałem osłony z modelu P.24, zdecydowałem się na wykorzystanie oryginalnych właśnie dlatego, że były nieco inne, może w Kobuzach właśnie takie miały być? Gdyby to był model P.24 osłony bezapelacyjnie bym wymienił, ale to nie widziałem potrzeby.

Malowanie i dalsze detalowanie wnętrza było dalszym etapem prac. Podstawowym kolorem był lakier duraluminium z palety Bilmodelmakers, zaś wszelkie drobiazgi pomalowałem farbami akrylowymi różnych producentów. Na sam koniec potraktowałem kokpit i wnętrze czarnym washem z Tamiyii. Zamontowanie wnętrza w kadłubie i złożenie kadłuba w całość odbyło się bez problemowo. Trochę gimnastyki było tylko z montażem tablicy przyrządów z YahuModel. Wykorzystałem tablicę dedykowaną do modelu P.24 z Mirage i w związku z tym musiałem dostosować ją do wymiarów kadłuba budowanego modelu. Wystarczyło ją nieco zwęzić, gorzej było z jej montażem a to wynikało z zupełnie innego podziału technologicznego kadłuba. Za którymś razem wskoczyła na miejsce tak jak powinna. Busole postanowiłem adoptować z oryginalnej tablicy przyrządów, ale odłożyłem tę czynność na później.

Po sklejeniu kadłuba w całość mogłem się zająć detalowaniem powierzchni zewnętrznych. W ruch poszła zetem blaszka z Mirage, złom modelarski o którym wspominałem, zastosowałem też patenty sprawdzone przy budowie poprzednich modeli myśliwców Puławskiego. Wykonując panele na skrzydłach wzorowałem się co prawda na P.24 ale kilka niewielkich różnic się pojawiło. Musiałem natomiast przesunąć opływki mocowań wsporników. Zaszpachlowałem otwory w skrzydłach i odtworzyłem fakturę powierzchni. Na szczęście miejsca te są praktycznie nie widoczne. Mogłem też wstępnie złożyć model w całość. Podstawowe podzespoły są dobrze spasowane, projektant wykonał dobrą robotę.

Potem model został rozebrany na części i pomalowany. Także używałem lakierów Bilmodelmakers, ponieważ zależało mi na czasie, a one są niekłopotliwe w użyciu. Wlewasz w aerograf i malujesz. Do maskowania używałem szablonów z blue taca i taśmy maskującej. Nic wielkiego, robi tak większość modelarzy. 

Po pomalowaniu i złożeniu w całość model prezentował się w następujący sposób. Przesunięcie opływek wsporników o którym wspominałem powyżej, skutkowało potrzebą wydłużenia wsporników. Na szczęście miałem wsporniki  z zestawu Mirage, więc problemu nie było. Miałem je zresztą już odpowiednio przygotowane zanim pomalowałem model. Teraz może kilka słów o samym malowaniu. Schemat jest całkowicie wytworem mojej inwencji. Gdzieś czytałem, że wraz z przyjęciem na uzbrojenie nowych typów samolotów opracowywane były nowe warianty malowania. Ta uwaga padła w kontekście wodnosamolotów torpedowych CANT Z.506B Airone. Pomyślałem sobie, że ciekawie mógłby wyglądać nieco zmodyfikowany schemat malowania stosowany dotychczas na samolotach Lublin R-XIII. Dlatego też srebrny kolor, którym pokrywano powierzchnie dolne, zastąpiłem jasno szarym, a równe przejście kolorów na kadłubie zastąpiłem nieregularną falą, która podpatrzyłem na niektórych samolotach rumuńskich. Podstawowy kolor powierzchni górnych i bocznych, czyli jasnozielony morski uzupełniłem nieregularnymi plamami w kolorach ciemnoszarym i ciemnozielonym. W sumie wyszło dość oryginalnie. Myślę, że jeszcze kiedyś poeksperymentuję z takimi malowaniami. 

Ostatni etap prac to oczywiście kalkomanie i wszystko co się z tym wiąże, a więc podkład z Sidoluxu pod kalki, samo nakładanie i potem matowy werniks. Wykorzystałem kalkomanie  z różnych zestawów, ale w przeważającej większości były to produkty rodzimego Techmodu, nie było zatem jakiś większych problemów z nakładaniem, poza atrakcjami typowymi dla modeli „Puławszczaków” wchłanianie się w fakturę powierzchni skrzydeł. Potem trzeba było dokleić resztę detali takich jak osłona kabiny i wszystkie drobiazgi jakie mogły odłamać się podczas malowania czyli anteny, celowniki czy lufy karabinów maszynowych. Najwięcej gimnastyki było z wklejeniem oszklenia w ramy kabiny, osłona miała oszklenie z vacu, wiatrochron, nie wiem co się z nim stało, czy gdzieś go posiałem, czy nie było go w zestawie. Zresztą nieważne, oszklenie jakoś dorobiłem samemu z kawałków cienkiej pleksi, było trochę zabawy z jego uformowaniem, ale dałem radę. Musiałem też skrócić nieco chłodnicę. Żeby jeszcze bardziej podkreślić morski charakter jego modelu, zamiast zwykłych bomb lotniczych na podskrzydłowych wyrzutnikach podwiesiłem bomby… głębinowe. Tak stworzyłem je z jakiś modelarskich odpadków. Można je nazwać bomby głębinowe Świąteckiego wz.41. Taka koncepcja. 

Ślady eksploatacji ograniczyłem do kilku odprysków lakierów lakieru w rejonie kabiny i otwieranych paneli, okopceń luf karabinów i kolektorów spalin. Oznakowanie mojego modelu wygląda znajomo? Oczywiście. Godło i numer boczny pochodzą z modelu Lublina R-VIII. Każdy z trzech używanych Lublinów miał swoje godło, czyli meduzę, ośmiornicę oraz drapieżną rybę. Przez wiele lat to godło było ukazywane w ikonografii jako wieloryb wyrzucający fontannę wody i było to błędne. Taki wieloryb znajdujący się na arkusiku kalkomanii w modelu firmy Choroszy Modelbud doskonale natomiast nadawał się godło Eskadry Myśliwskiej MDLot. Numer „biała 218” tez został nadany według klucza obowiązującego w Pucku. Pierwsza cyfra to typ samolotu, dwie pozostałe – numer egzemplarza. Numeracja typów samolotów zakończyła się na cyfrze 8. Oznaczone nią były samoloty Lublin R-VIII oraz R-XX. CANT Z-506B numeru nie dostał, ale można domniemywać, że mogła to by być cyfra 9. Przy wprowadzeniu do służby kolejnych typów samolotów numeracja powinna zacząć się od początku. Założyłem sobie, że Kobuzy mogły się pojawić jako drugie po na przykład Mewach lub RWD-22. Pozostałe elementy oznakowania to swoista mieszanka rozwiązań stosowanych na P-11c, czyli oznaczenia na sterze kierunku i numer seryjny oraz położenie szachownic na powierzchniach skrzydeł. Położenie szachownic na górnych powierzchniach pochodzi z R-XIII, zaś na dolnych szachownice są w miejscach typowych dla P.11c ale są mniejsze i nie ma wymalowanych numerów policyjnych, bo tego elementu w MDLocie nie stosowano. 

Ostanie prace przy modelu to rozpięcie linek antenowych i wymalowanie kloszy świateł pozycyjnych. W sumie wyszło to moim zdaniem ciekawie i oryginalnie, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu, zwłaszcza dla ortodoksów może to być trudne do przełknięcia. Skoro jednak wielu modelarzy chętnie klei modele samolotów Luftwaffe, które istniały tylko w formie rysunków koncepcyjnych i jest na rynku sporo zestawów tego typu, to dlaczego ja nie mogę pobawić się Kobuzem? Sam zestaw Art. Of Trans jest dość przyjemny w klejeniu i choć wymaga nieco doświadczenia to warto po niego sięgnąć, póki jeszcze można przyjąć nieco bardziej dowolne podejście do zagadnienia. Kto wie czy gdzieś na jakimś strychu w starym, pokrytym kurzem albumem nie czeka na odkrycie jakiś Święty Grall w postaci zdjęć tego samolotu? Wtedy może się okazać, że sporo rzeczy w tym zestawie trzeba poprawić, jeśli nie opracować tego modelu na nowo.

 

Podziękowania dla firm Art of Trans i Yahu Model za udostępnienie modelu i akcesoriów na potrzeby relacji.
Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

Partnerzy

           

 

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd