Samolot myśliwski A6M2 Zero Model 21 - 148 - Eduard

 

Model:
•    A6M2 Zero Type 21, Edurad seria ProfiPACK, No.82212
Wykorzystane zestawy:
•    Eduard, A6M2 Zero Model 21 ESSENTIAL SIN 64883
•    Eduard, A6M2 engine complete 648 783,
•    Eduard, A6M2 landing flaps 648 724,
•    Eduard, A6M undecarriage legs bronze 648 695,
•    Eduard, A6M2 wheels 648 633
Kleje:
•    Tamiya Extra Thin
•    cyjanoakrylowe
Farby:
•    lakiery - Bilmodelmakers, Tamiya,
•    farby akrylowe - różne
Chemia modelarska:
•    Surfacer 1000, Tamiya
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii    Mr. Mark Setter
•    Wash Dark Grey, Black Tamiya,
•    Wash Lavado Sepia, Vallejo,
•    Matt verniks Vallejo.

W dzisiejszych czasach rozpoczęcie pracy nad nowym modelem poprzedza analiza rynku w zakresie dodatków. Tak jest w większości przypadków i nie ma tu znaczenia, czy na warsztat bierzemy zestaw który wymaga naszej ingerencji z uwagi na swój wiek czy poziom detalowania, ale także modele opracowywane obecnie, przy użyciu najnowszych technologii. Do tych ostatnich także oferowana jest potworna wręcz ilość przeróżnych akcesoriów, o czym niedawno miałem okazje się przekonać biorąc na warsztat tytułowego A6M2 Zero Type 21.

Zaczęło się zupełnie niewinnie, model miałem skleić na prośbę jednego z moich Kolegów. Po prostu miał to być samolot japońskiego super asa Saburo Sakai, zaś nowy model słynnego japońskiego myśliwca wydany przez czeskiego Eduarda miał dobre opinie, więc zapowiadało się fajne relaksacyjne klejenie. Tydzień, może dziesięć dni i po temacie. Dlatego kiedy otworzyłem pudełko i zobaczyłem, że są tam praktycznie wszystkie możliwe dodatki z serii Brassin omal nie padłem na atak serca. Czego tam nie było – wydruki 3D kokpitu i przedziału uzbrojenia, silnik, klapy podwozie, a sam model też pięknie opracowany i równie szczegółowo. Dlatego relaksacyjne klejenie odłożyłem między bajki, żeby dokładnie zapoznać się z samym zestawem jak i dodatkami.

Kiedy już byłem gotowy, zabrałem się za pracę. Zacząłem nietypowo bo od płata. Filozofii tu żadnej nie było. Złożyć w całość a po wyschnięciu delikatnie obrobić miejsca łączenia. Podobnie miała się rzecz z wnękami klap. Pięknie wykonane i doskonale dopasowane, to naprawdę wartościowy zestaw, w który warto się zaopatrzyć, niezależnie od tego jakiego Zero będziemy budować. Na tym etapie zacząłem także montować wyposażenie kokpitu, co widać na jednym ze zdjęć.

Okazało się, że Eduard dobrze wykonał swoje zadanie, bo wszystkie drukowane zamienniki doskonale pasują w miejsca elementów zestawowych. W końcu były opracowywane pod ten właśnie zestaw, a może i równolegle, tego nie wiem. Wiem natomiast, że klejenie ich nie sprawia żadnego problemu, użyta do produkcji żywica, dobrze się obrabia, i dobrze skleja zwykłym klejem cyjanoakrylowym. Kokpit postanowiłem podzielić na kilka podzespołów, żeby nie utrudniać sobie malowania.

Osobno zatem powstała tablica przyrządów, fotel, karabiny wraz z pojemnikami na amunicję no cały kokpit. Wszystko bardzo dobrze wykonane pod względem merytorycznym, nie sprawiało także problemów podczas sklejania. Trzeba natomiast uważać przy wycinaniu części z suportów, są jednak delikatne i łatwo je uszkodzić. Dlatego ostra żyletka, piłka – żyletka pilnik i gąbki ścierne zawsze powinny być pod ręką.

Kokpit oraz wnętrze kadłuba zostało następnie pomalowane. Użyłem do tego mieszanek własnej produkcji, a głównymi ich składnikami były lakiery modelarskie Bilmodel i Tamiya. Po zakończeniu malowania dokleiłem wszystkie drobne detale, jakie były na dołączonej do zestawu niewielkiej fot otrawionej blaszce (znak czasu), zegary z kalkomanii i potraktowałem całość washem.

Po jego wyschnięciu kokpit złożyłem w całość. Też nie było z tym żadnych problemów, co więcej niektóre elementy wchodziły po prostu na klik. 

Gotowy kokpit umieściłem w lewej burcie kadłuba. Trochę musiałem popracować nad prawidłowym wpasowaniem go w kadłub, ale tu raczej chodziło o to, żeby odpowiednio ustawić w kadłubie żeby pasował, a nie że kompletnie nie pasuje i trzeba go piłować. Nic z tych rzeczy.

Po sklejeniu w całość kadłuba dokleiłem usterzenie, płat i kilka innych drobnych elementów. Tu także wszystko pasowało do siebie idealnie, szpachlówka w postaci kleju cyjanoakrylowego użyta została jedynie do wypełnienia miejsc łączenia z sobą połówek kadłuba. 

Podobnie było z silnikiem. Uważać trzeba było jedynie przy wycinaniu jego podzespołów z wydruków, ze sklejeniem nie było żadnego problemu. Wyszła jednak inna ciekawa rzecz. Ta makieta silnika jest przeznaczona dla tych, którzy swój model zrobić ze zdjętą osłoną, jej po prostu nie można zamknąć na tym silniku, zresztą instrukcja montażu, też nie przewiduje takiej opcji. Zatem, żeby całość miała ręce i nogi, trzeba zrobić winietkę. Ale o tym później.

Na razie trzeba było pomalować silnik. Wyprodukowałem zatem kolejną miksturę na bazie lakierów Bilmodel – silnik według instrukcji miał być czarny, ja jednak dodałem odrobinę srebra, żeby uzyskać bardzo ciemny gun metal. Drobne detale pomalowałem już pędzelkiem lub zaostrzoną wykałaczką farbami akrylowymi a na koniec potraktowałem silnik czarnym washem. Na tym etapie pomalowałem także osłonę silnika i śmigło.

Po silniku pomalowałem też cały płatowiec. Najpierw trochę zabawy z preshadingiem – taka szaro – brązowa szachownica, kartownica, jak go tam zwał. Nie chciałem też za bardzo przesadzać, nie studiowałem co prawda japońskich archiwów wojskowych, ale ten samolot nie wyglądał na zbytnio sterany walką. Kolorem bazowym był także lakier firmy Bilmodel, akurat miałem lakier w kolorze odpowiadającym jednemu z wariantów ame-iro który mi pasował. Oczywiście zmodyfikowałem go nieco rozjaśniając lub przyciemniając poszczególne fragmenty poszycia. Po zakończeniu malowania poprzyklejałem uprzednio przygotowany silnik ze śmigłem, klapy podwozie i temu podobne detale.

Wkleiłem też wiatrochron i tylną, stałą część osłony kabiny. Do ich pomalowania użyłem masek dołączonych do zestawu i z dumą muszę stwierdzić, że nic nie zachlapałem ani w inny sposób nie zapaćkałem. Na zdjęciu z prawej strony widać kompletną osłonę zamontowaną na swoim miejscu. To nastąpiło jednak po takich czynnościach jak nakładanie kalkomanii, werniks czy ślady eksploatacji, a więc wybiegłem nieco w przyszłość. 

Właśnie, kalkomanie. Od pewnego czasu Eduard oferuje kalkomanie opracowane w nowej technologii umożliwiającej usunięcie filmu i pozostawienie na modelu jedynie nadruku. Tak było także  w przypadku tego modelu Zero. Podchodziłem do tego jak pies do jeża i raczej byłem gotowy na zakup zestawu klasycznej kalkomanii, jakby coś nie wyszło. Ale kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Po obejrzeniu w Internecie kilku filmików instruktażowych, przeprowadziłem próbę, naklejając hinomaru na dolne powierzchnie skrzydeł. Próba okazała się udana, więc powtórzyłem ją z pozostałymi kalkami. Nakleiłem je, nie żałując płynów zmiękczających i dokładnie poodciskałem je patyczkiem higienicznym. Zostawiłem na cos, a rano uzyskałem efekt, jak na zdjęciu u góry z lewej. Czyli całkiem niezły. Uzbrojony w pęsetę, nożyk modelarski i zaostrzoną wykałaczkę zacząłem usuwać film z poszczególnych elementów kalkomanii, co widać na zdjęciu u góry z prawej. Ważne jest żeby nie wycinać dokładnie kalkomanii, bo margines filmu daje nam miejsce gdzie można go podważyć i delikatnie oderwać od powierzchni modelu. Należy przy tym unikać dotykania narzędziami nadruku kalkomanii, bo można go uszkodzić. Dwa zdjęcia z dołu pokazują końcowe fazy procesu, z lewej kalkomanie po zerwaniu filmu, z prawej po nałożeniu wacha i werniksu. Może się zdarzyć, że nadruk może odejść wraz filmem, jak tak miałem i musiałem kilka miejsc wyretuszować farbkami lub nałożyć kawałek nowej kalkomanii. Nie wiem czemu tak się stało, ale chyba warto dać kalkomaniom naprawdę porządnie wyschnąć.

Model był właściwie gotowy. Prace końcowe to oczywiście wash, werniks, ślady eksploatacji oraz przyklejenie wszystkich pozostałych drobiazgów i elementów przezroczystych. Ze śladami eksploatacji podobnie jak w przypadku malowania starałem się nie przesadzać, w kilku miejscach odpryski, przy rurach wydechowych i lufach karabinów okopcenia, trochę jakiś zacieków. Samolot miał sprawiać wrażenie użytkowanego, ale nie zajeżdżonego.

Nie był to jednak koniec prac. Musiałem jakoś wyeksponować osłonę silnika, a w pudełku z modelem czekała na mnie też jeszcze jedna niespodzianka w postaci figurek japońskich pilotów dodawanych do niektórych zestawów oferowanych przez Tamiyę. Ich też musiałem jakoś zagospodarować. Postawienie jednego samotnego samuraja byłoby raczej nudne, więc postanowiliśmy, że panowie samurajowie będą robić sobie fotkę na tle zero. Teraz raczej zrobiliby sobie selfie i wrzucili na insta, żeby mieć folołersów czy jakoś tak, ale wtedy była fotografia analogowa i czarno – biała w dodatku. Taką scenkę postanowiłem zrobić, modyfikując nieco poszczególne figurki.

Pomalowałem je jak umiałem i wkleiłem na uprzednio przygotowanej podstawce imitującej polowe lotnisko w bazie Rabaul, gdzie Saburo Sakai stacjonował ze swą jednostką w sierpniu 1942 r. Do tego dołożyłem trochę elementów lotniskowej infrastruktury, które zrobiłem ze własnym zakresie z polistyrenowych resztek. Ich wygląd podpatrzyłem na innych tego typu scenkach, na jakie trafiłem w sieci. Nie robiłem w tym zakresie doktoratu, więc nie szukałem głębiej. 

Wszystko razem prezentuje się tak, jak na powyższych zdjęciach. Samolotu i osłony silnika nie przyklejałem na stałe, wychodząc z założenia że tak będzie bezpieczniej przynajmniej w transporcie. Model można lepiej zabezpieczyć jak jest pakowany do osobnego pudełka niż podstawka. 

Tak zatem wyglądała moja przygoda z modelem na wypasie by Edurad. Model kleiło się bardzo przyjemnie, choć na budowę musiałem poświęcić nieco więcej czasu, niż pierwotnie zakładałem. Co do jakości dodatków też nie mogę złego słowa powiedzieć. Zarówno w zestawie jak i w dodatkach trudno znaleźć jakiekolwiek słabe punkty, jedyną przeszkodą może być cena niektórych zestawów przewyższająca koszt samego modelu. Kwestę celowości zakupu pozostawiam innym.

Zastanawiają mnie natomiast dwie rzeczy, jak będzie prezentował się eduardowski Zero sklejony tylko z pudełka, no ewentualnie z standardzie Profi Pack. Czy będzie różnica w detalach takich jak na przykład kokpit? Druga sprawa, to to, że zostało mi bardzo dużo dobrej jakości detali, kabina, silnik i sporo innego dobra. Korci mnie żeby pożenić to jakąś Hasegawą i zobaczyć co wyjdzie. Może być ciekawie. 

 

 

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

         

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd