Okręt liniowy HMS Leopard - 1/700 - Mikrostocznia

Model:
•mMikrostocznia – Okręt liniowy HMS "Leopard"
Kleje:
• cyjanoakrylowe
• klej penetrujący Tamiya
Farby:
• Lakiery BilmodelMakers, Testors, farby akrylowe - różni producenci

Są takie modele, że od razu wiadomo, że trafią na warsztat. Tylko kwestia kiedy. Nie jestem w tym zakresie wyjątkiem i mam takie modele w swoim magazynku. Czasem wbrew wszystkim i wszystkiemu przychodzi impuls i budowa rusza. Tak było w przypadku żywicznego modelu okrętu liniowego HMS „Leopard”. O tym, że go skleję wiedziałem już w chwili pisania recenzji, zresztą budowa ruszyła niedługo później w tak zwanym „międzyczasie”.

Model powstawał z przerwami, zazwyczaj kiedy na warsztacie miałem inne modele okrętów w skali 1/700, które wymagały poświęcenia im więcej czasu i przede wszystkim sklejenia ich dość szybko. Kiedy jednak dostałem do recenzji Flotę Kolumba, uznałem, że to dobry moment aby skończyć model sympatycznego liniowca. Ale po kolei. Generalnie budowa tego modelu była powieleniem tego, co przedstawiłem relacjonując budowę modelu okrętu korsarskiego „Zemsta Królowej Anny” tylko na większą skalę, bo HMS „Leopard” był nieco większym okrętem niż flagowiec Czarnobrodego. Dlatego postanowiłem potraktować tę relację bardziej skrótowo. 

Model HMS „Leopard” opracowano jako model do gier bitewnych, więc na pierwszym miejscu jest tu prostota wykonania i solidność całej konstrukcji, tak żeby przypadkowe trafienie kostką do gry na planszy nie spowodowało jakiś straszliwych szkód. Dbałość o wierność historyczną o odwzorowanie detali jest tu dopiero na drugim miejscu. Zacząłem zatem od tego, że poprawiłem nieco detale kadłuba, głównie burt i zdobień na galeryjce rufowej i na dziobie . Użyłem do tego głównie cienkiego hipsu, polistyrenowych prętów oraz cienkiego druciku z cyny lutowniczej, co moim zdaniem dało całkiem niezły efekt.

Przegotowałem także maszty, nieco więcej uwagi poświęcając marsom. Szalupy tylko wyciąłem z klocków i oczyściłem z resztek żywicy. Na swoje miejsce miały trafić dopiero po pomalowaniu modelu. 

Nie przeszkadzało to jednak, aby przymierzyć je na uprzednio przygotowanych legarach. Maszty natomiast zostały wklejone na swoje miejsca, na tym właśnie etapie prac. 

Malowanie przebiegało w analogiczny sposób, jak w przypadku „Zemsty Królowej Anny”. Najpierw całość aerografem na żółto – lakierem firmy Bilmodelmakers, zaś potem nakładanie pozostałych kolorów już przy pomocy kilku różnych pędzelków i farb akrylowych różnych producentów. Malowanie zakończyłem nałożeniem brązowego wascha w pokłady oraz złoceń na dziobie i rufie. Do tego celu użyłem złotego lakieru firmy Testors.

 Model HMS „Leopard” poza fot otrawionymi wantami ma też wykonane w ten sposób relingi i to w dwóch rodzajach z siatką i bez. W prawdziwych okrętach z epoki napoleońskiej w siatki te składano zwinięte hamaki uzyskując w ten sposób formę ochrony przed ogniem z muszkietów. Takie relingi należy wygiąć w kształt litery „U” przyciąć w odpowiednią długość, pomalować i umieścić w odpowiednim miejscu na pokładzie. Niestety użyta do trawienia blaszka była twarda i bardzo sztywna. Poległem już na pierwszej próbie wyginania relingu. Postanowiłem nieco uprościć temat rozcinając relingi na pół wzdłuż i przyklejać je pojedynczo i dopiero malować – słupki na czarno, siatki na biało. Pomysł z relingami znakomity, tylko na przyszłość warto użyć bardziej delikatnej blaszki i zaznaczyć miejsca zgięcia. Po zakończeniu pracy nad relingami przykleiłem na swoje miejsca szalupy, dołożyłem im fototrawione wiosła oraz imitacje lin zabezpieczających.

 Teraz mogłem przystąpić do tego, co moim zdaniem było najbardziej ekscytujące podczas całej budowy, czyli takielunku. Ponieważ byłem zadowolony z efektów uzyskanych podczas prac nad „Zemstą Królowej Anny” postanowiłem powielić sprawdzone wcześniej patenty. Całe olinowanie powstało z różnokolorowych polistyrenowych prętów różnej grubości. Wyjątek stanowiły fototrawione wanty i podwantki. Kierowałem się wypracowanymi wcześniej metodami, najpierw należy wkleić wszystkie liny w osi symetrii modelu, potem te, które są najgłębiej, a dopiero na samym końcu wanty, podwantki i jufersy.

Identycznie rzecz miała się z olinowaniem ruchomym i żaglami. Najpierw przygotowałem sobie reje, które dostały imitację pert. Zrefowane żagle dolnych kondygnacji przykleiłem i pomalowałem na samym początku, zaś żagle pracujące na wietrze wykonałem z podzielonej na warstwy chusteczki higienicznej i pomalowanej białym lakierem w sprayu. Imitację brytów naniosłem ołówkiem. Zanim żagle znalazły się swoich miejscach otrzymały także imitację lin umożliwiających ich zwijanie i rozwijanie czyli gejtawy i grodingi.

Poszczególne żagle montowałem od dołu do góry. W ten sam sposób porozpinałem liny umożliwiające obsługę poszczególnych rej i żagli.  Przez zupełny przypadek, chcąc sprawdzić przebieg kilku lin od foka do bukszprytu wszedłem na brytyjskie forum szkutnicze i tam trafiłem na relację z budowy drewnianego modelu HMS „Leopard” i z tą relacja nie rozstawałem się do końca budowy. Nie przeszkadzało mi wcale, że tamten model powstawał w skali1/80. Prace nad takielunkiem zakończyłem umieszczeni sporej liczby imitacji bloczków wykonanych z polistyrenowych pręcików, tyle, że grubszych i pociętych żyletka na plasterki. Bandery wykonałem z kalkomanii, w magazynku na szczęście miałem odpowiednie. Do wargamingu wystarczą samoprzylepne oferowane przez producenta, ja do moich modeli zdecydowanie wolę kalkomanię. 

Zagruntowanie modelu sidoluksem i pokrycie go matowym werniksem zakończyło sam proces jego budowy. Pozostała podstawka. Ponieważ byłe  zadowolony z uzyskanego efektu żaglowca płynącego „z wiatrem” z dużą prędkością postanowiłem, że na podstawce nieco, go przechyle, tak jak na obrazach marynistycznych A. Werki, M. Fornala, czy M. Nawrockiego. Dlatego zamiast grubszego hipsu użyłem styropianu i większej ilości plasteliny do wykonania imitacji wzburzonego morza. Wykonanie faktury powierzchni morza wykonałem dokładnie tak samo, jak w przypadku moich poprzednich modeli.

Budowa została zakończona. Po raz kolejny przekonałem się, że mikromodele żaglowców stanowią bardzo wdzięczny temat i dają bardzo duże możliwości. Nie wymagają one jakiegoś rozbudowanego warsztatu, zaś podstawową wiedzę z zakresu budowy i takielunku żaglowców w różnych okresach historycznych można bez trudu pozyskać w Internecie. Sam osobiście jeszcze nie raz sięgnę po takie właśnie modele.

 

Dziękuję firmie Mikrostocznia za przekazanie modelu i akcesoriów na potrzeby relacji

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

 

 

 

 

 

Partnerzy

         

Kluby modelarskie

 

 
       
                 
                 

 

Our website is protected by DMC Firewall!