Koszaliński Portal Modelarski

Lekki czołg pływający PZInż -130 Choroszy Modelbud Skala 1/35

Email Drukuj PDF

Lekki czołg pływający PZInż -130 skonstruowano w 1936r. pod kierunkiem inż. Edwarda Habicha. Miał on być wykorzystany do zadań rozpoznawczych, głównie bagnistych terenach Polesia. Pomimo dobrych osiągów, właściwości manewrowych i stosunkowo silnego uzbrojenia, pojazd nie wszedł do produkcji seryjnej, a jedyny wykonany prototyp przekazano do Warsztatu Doświadczalnego w Ursusie. Dowództwo Wojsk Lądowych uznało bowiem, że do zadań przeznaczonych dla PZInża równie dobrze nadają się czołgi lekkie.
Zestaw umożliwiający wykonanie miniatury tego ciekawego pojazdu w podziałce 1/35 ma w swojej ofercie firma Choroszy Modelbud (nr kat. V13). Pojazd którego model miałem budować był uzbrojony w nkm FK wz 38 kal.20mm. Takie drobne SF, ponieważ jedyny prototyp PZInża – 130 nie był uzbrojony. Niemniej jednak bardzo PZInż z takim działkiem prezentuje się bardzo bojowo.
Model można wykonać z kompletnym wnętrzem, ilość torebek z częściami i samych detali może na pierwszy rzut oka przerażać. Dlatego zanim zacząłem kleić, kilka wieczorów poświęciłem na dokładne obejrzenie wszystkich detali, porównanie ich z opisem zawartym w instrukcji i przestudiowanie schematów montażu. Jest to bezwzględnie konieczne z uwagi na dużą ilość drobnych elementów i dosyć skomplikowanych podzespołów.

Klejenie zacząłem od wycięcia i spasowania z sobą podstawowych elementów kadłuba i wieży.

Następnie zmontowałem układ jezdny oraz tunel śruby, służący jednocześnie za ster. Potem zabrałem się za drobne detale wyposażenia, takie które mogłem od razu umieścić w wannie i pod górnym pancerzem.

Zmontowanie makiety silnika oraz pozostałych detali wyposażenia było kolejnym etapem budowy. Kiedy miałem wszystko poklejone, mogłem zabrać się za malowanie.

Po pomalowaniu wnętrza (podstawowy kolor to Vallejo Model Air nr 71075) i dopracowaniu detali silnik wraz z osprzętem wkleiłem w wannę i zmontowałem wszystkie pozostałe drobiazgi. Najwięcej pracy było z przewodami i cięgnami, których było dość sporo. Wymagały dużej uwagi przy klejeniu, instrukcja musiała być zawsze pod ręką.

Detale takie jak uzbrojenie, skrzynki czy pokrywy malowałem natryskowo kolorami podstawowymi, po przyklejeniu blue tackiem do starych płyt kompaktowych. Po wyschnięciu już cienkim pędzlem malowałem detale. Podobnie powstały koła pojazdu.

Wykonane detale sukcesywnie trafiały w docelowe miejsce w modelu.

Do malowania modelu użyłem mieszanki akryli Vallejo 71010 i 72015 wymieszanych w proporcji 1/1. Po wyschnięciu farby i zdjęciu maskowania wkleiłem resztę detali i postawiłem pojazd na kołach. Przemalowałem również obicie fotela kierowcy na czarno. Ponieważ budowałem model prototypu, wasch i ślady eksploatacji ograniczyłem do minimum.

W sposób podobny jak cała reszta powstała wieża pojazdu.

Najtrudniejszym etapem budowy były gąsienice. Ogniwkowe i bardzo drobne. Po wycięciu i obrobieniu każdego ogniwka przykleiłem je razem do taśmy Tamiyi i wzmocniłem poprzez wklejenie w środek paska z taśmy aluminiowej używanej w kwiaciarniach. Potem sukcesywnie malowałem gąski, najpierw gun metalem, a następnie wystające miejsca chrome silver. Po wyschnięciu farby zdjęłam taśmę i zacząłem zakładać gąski na model. W praktyce wyglądało to tak, że w kilku miejscach paski gąsienic popękały i w efekcie wklejałem je po kawałku, a czasem po ogniwku. Aby przykleić ogniwka do kół napędowych musiałem spiłować im zęby. W sumie łatwo nie było ale dałem radę, nie uzyskałem mistrzostwa świata, ale jak na pierwszy raz nie wyszło źle. Po wyschnięciu kleju cała operację malowania powtórzyłem z zewnętrznej strony gąsek.
 Musiałem być bardzo ostrożny, aby nie pobudzić kadłuba wozu. Po wyschnięciu farby nałożyłem pierwszą porcje błota wcierając kredki Tamiyi Sand i Earth. Mogłem zatem skleić z sobą oba główne podzespoły kadłuba i osadzić na nich wieżę. Po wykonaniu poprawek malarskich w miejscach łączenia, zająłem się śladami eksploatacji. Poprawiłem również malowanie szpadla. Tu powinienem zgodnie z panującymi obecnie trendami maksymalnie artystycznie sponiewierać budowany model, tak aby wyglądał jak po 15 latach na dnie jakiegoś bajora i bo obiciu młotami i cepami przez rozsierdzoną demonstrację pewnej partii swego czasu znanej z organizowania blokad na drogach. Powinien po prostu wyglądać jak kupa złomu.

Nie hołduję żadnym modom, a szczególnie tej, co więcej jestem jej zagorzałym przeciwnikiem i dlatego budowaną miniaturę tylko lekko obłociłem i przy kurzyłem, tak aby wyglądała jak bo przejechaniu po leśnej drodze z błotnistymi kałużami. Używałem do tego wspomnianych już kredek Tamiyi i suchych pigmentów Talena. Te ostatnie nakładałem zarówno wcierając je pędzelkiem, jak i wymieszane z wodą do konsystencji błotka. Niektóre krawędzie przetarłem gun metalem, a tłumik ognia na lufie i rurę wydechową osmoliłem czarnym pigmentem. Ostatnią czynnością było wypełnienie Celar Fixem klosza reflektora.

Podsumowując, praca nad modelem PZIn-ża dała mi dużo frajdy i zadowolenia. Powstał bardzo zgrabny pojazd o nowoczesnej sylwetce, a dzięki kompletnemu wnętrzu, można było pootwierać wszystkie możliwe włazy i pokrywy. Jeśli chodzi o jakość, to z całą stanowczością mogę stwierdzić, że to najlepiej opracowany model pojazdu bojowego w Polsce, jaki znam. Sposób odtworzenia elementów ich ilość oraz wzajemne spasowanie powodują, że proces budowy stanowi jedna logiczną całość. Każdy nawet najmniejszy detal ma swoje miejsce i jest dobrze dopasowany z reszta modelu. Klejąc go nie użyłem praktycznie szpachli. To wszystko stawia model tego PZInża w czołówce światowej. W żadnej mierze nie ustępuje on obecnie produkowanym modelom Tamiyi czy Dragona. Trudności może nieco sprawiać jedynie technologia odlewów żywicznych w jakiej wykonano zestaw, ale nie powinno to stanowić problemu nawet dla średnio zawansowanego modelarza.


                                                                                    GALERIA

Dziękuję firmie Choroszy Modelbud za udostępnienie modelu.

                                                                                                                               Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski