Dwa stare Łośki i... młoda Klępa;)

Model:
•    PZL.37A Łoś - IBG Models 72511
•    PLZ.37 A?B Łoś – ZTS Plastyk,
Wykorzystane zestawy:
•    YahuModels - YML7207, YML7205
•    P Mask PK72133
Kleje:
•    Tamiya Extra Thin Cement,
•    cyjanoakrylowe - 4Fox Hobby
Farby:
•    Bilmodelmaker,
•    Hataka
•    Vallejo
Chemia modelarska:
•    Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter
•    Sidoluks,
•    Wasch Vallejo, AK Inteactive,
•    Suche pigmenty Talen, Vallejo,
•    Matt werniks, Vallejo

Zanim zacząłem budowę nowego modelu Łosia z IBG Models pomyślałem sobie, jak zresztą większość modelarzy, że czas, aby poczciwy staruszek z ZTS Plastik z Pruszkowa odszedł na zasłużoną modelarską emeryturę. Wychowało się na nim kilka pokoleń polskich modelarzy, jest produkowany do chwili obecnej, w oparciu o ten zestaw powstało wiele pięknych modeli (moich trzech sklejonych w latach szkolnych nie liczę), byli tacy co budowali całe eskadry… No właśnie, Łosiek zrobił swoje, Łosiek może odejść? Tak po prostu? Bez słowa dziękuję? Chyba coś nie tak. Postanowiłem równolegle skleję, chyba po raz ostatni leciwego Łośka z Pruszkowa, co będzie swoistym moim skromnym hołdem dla tego jakże zasłużonego zestawu.
Byłem w dobrej sytuacji bo miałem w swoim magazynie w sumie trzy komplety ramek i to pochodzące z różnych okresów. Pierwszy zestaw pochodził z najwcześniejszego wypustu czyli z 1983r. Duże lakierowane pudło, błękitny plastik. Ponieważ pozyskałem go jako zaczęty, wycięty ramek z więc nie było szkoda, brać go na warsztat. Ponieważ wtedy zbliżały się urodziny mojego Ojca, postanowiłem skleić jeszcze jednego Łośka i dać Tacie w prezencie. Do tego celu zamierzałem wykorzystać zestaw wyprodukowany w drugiej połowie lat 90tych zeszłego stulecia. Szare tworzywo, dość zmaltretowane formy. W rezerwie pozostał zdekompletowany zestaw z przełomu wieków, z białego tworzywa, jako ewentualna rezerwa części. Ponieważ nowy Łoś z IBG miał powstać w wersji A, oba vintage postanowiłem skleić w wersji B. Czekała mnie zatem równoczesna budowa trzech modeli. Istny maraton.

Budowę obu weteranów zacząłem nieco wcześniej, niż budowę modelu z nowego, jeszcze ciepłego zestawu IBG Models. Postanowiłem zwaloryzować im wnętrza kadłubów, luków podwozia, ale linie podziału pozostawić oryginalne, wypukłe, żeby oba modele nie zatraciły swego vintagowego charakteru. Waloryzację postanowiłem wykonać, od podstaw, tak jak robiono to w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Jedyne współczesne akcesoria jakie zamierzałem wykorzystać, to zestawy YahuModels oraz maski P-Mask. Sporo czasu poświęciłem na odtwarzanie konstrukcji kadłuba wraz wyposażeniem, ale z efektu jestem zadowolony. Nie jest to może stu procentowa zgodność z oryginałem, ale tu nie o to chodziło. Nie zamierzałem budować repliki pod konkursy modelarskie, ale po prostu dobrze się bawić i mieć fajny model na półce. Poza tym warto sobie czasem zrobić taki sprawdzian własnych umiejętności i trochę poćwiczyć warsztat. Dobre modele to wcale nie metry kwadratowe fototrawionych blach i kilogramy żywicy. Samo się to przecież nie sklei. Montaż wnętrza w modeli IBG ograniczał się natomiast do wklejeniu kilku detali w burty kadłuba i złożenie podłogi wraz z kadłubowym lukiem bombowym.

W przypadku wszystkich trzech zestawów tyle samo pracy musiałem poświęcić lukom podwozia głównego. W ZTS nie było dosłownie nic, w IBG wnętrza luków z blaszek wymagały trochę uzupełnienia o przewody, czy imitację konstrukcji samych gondol. Oczywiście w IBG wszystko było doskonale spasowane, w ZTS musiałem wszystko zrobić i spasować we własnym zakresie. W sumie z efektu jestem zadowolony. Dokonałem też ciekawego odkrycia. Otóż końcówki połówek skrzydeł różniły się od siebie w przypadku obu wypustów, co obrazuje powyższe zdjęcie. 

Golenie podwozia postanowiłem wykonać w taki sposób jak zaprojektowane to zostało w modelu IBG. Dobrze, że nowy zestaw ma dwa rodzaje goleni podwozia z pięknie odwzorowanymi amortyzatorami Kubickiego, postanowiłem zastosować je także ZTS-ach. Drugi komplet pozyskałem od Sokoła, z plastikowych prętów, wykonałem tylne części goleni i umieściłem na swoich miejscach w lukach. Modele ZST wymagały także wykonania nacięć na zawiasy pokryw luków.

Mogłem teraz przystąpić do malowania wnętrza kadłubów u luków podwozia. Na temat kolorystki wnętrza Łosi ścierają się różne koncepcje i teorie, wszystkie jednak oscylują wokół tego, że wnętrze kabiny było malowane kolorem takim jak powierzchnie zewnętrzne, luki podwozia i komory bombowe w naturalnym wykończeniu aluminiowym.

Tak też pomalowałem budowane przez siebie miniatury. Do tego użyłem lakierów Bilmodela. Potem przy pomocy pędzelków naniosłem pozostałe kolory wnętrza i dałem ciemnoszary wash. Do tego używałem farb akrylowych, Hataka i Vallejo.       

Prace nad wnętrzem zakończyłem poprzez montaż dobrodziejstw z zestawów Yahumodels. W przypadku modelu z IBG była to czysta formalność, pomimo sklejenie samej tablicy przyrządów nie należało do łatwych. Wszystko paskowało do siebie idealnie, a budowana miniatura znacznie na tym zyskała. W przypadku ZTS wykorzystywałem zestawy dedykowane do modeli Fly i tablicę musiałem dopasować, co ograniczyło się właściwie do jej zwężenia. Poza tym tablice we wszystkich modelach uzupełniłem o imitację puszek zegarów widocznych z przodu i pomalowałem na czarno.

Spodziewałem się strasznej przeprawy ze sklejeniem w całość obu modeli z ZTS i spotkało mnie miłe rozczarowanie, ponieważ wczesny zestaw był spasowany niemal idealnie, zaś późniejszy miał nieco zwichrowane elementy, co jednak tylko w niewielkim stopniu utrudniało montaż. W tym modelu są dwa newralgiczne punkty. Pierwszy z nich to spasowanie kadłuba z częścią ogonową, niezależnie od wybranej wersji należy poświęcić im sporo uwagi, warto odchudzić nieco wykusz w kadłubie oraz wewnętrzną część kadłuba w sekcji ogonowej. Wtedy nawet może się obyć bez szpachli. Druga sprawa to spasowanie z kadłubem osłon kabiny, ja niestety zorientowałem się za późno, o czym dalej.

Złożenie w całość modelu IBG jak się można było domyślać przebiegło niemal bezproblemowo. Napisałem tak dlatego, że musiałem trochę spałować zewnętrzne ścianki komór bombowych, aby zamknąć połówki skrzydeł i wkleić je w kadłub. Jednak problem leżał po stronie modelarza a nie modelu, bo z tego co wiem, Sokół w swoim Łosiu takich przygód nie miał. Przy okazji zaszpachlowałem wklęśnięcia w sterze kierunku i w lotkach. Użyłem do tego gęstego kleju cyjanoakrylowego, który nałożyłem zaostrzoną wykałaczką, uważając, aby nie zabrudzić faktury powierzchni. Po jego dokładnym wyschnięciu obrobiłem go przy pomocy płaskich pilników i kawałka papieru ściernego. Po raz kolejny usuwanie drobnej usterki modelu zajęło mniej czasu niż pisanie na jej temat po forach internetowych.

Także oba Łosie z Pruszkowa bez problemu udało się złożyć w całość. Jedyne co musiałem zrobić to w kilku miejscach uzupełnić ubytki tworzywa klejem CA i następnie je obrobić. Tutaj drobna dygresja. Niemal w tym samym czasie co Łoś w moim modelarskim życiu pojawiły się modele Matchboxa, krzycząc kolorowymi pudełkami oraz plastikiem w kilku barwach. No i tematyka – Spitfiry, Hurricany, Mustangi czy Tempesty, słowem imperialistyczna zgnilizna przy której Łoś wyglądał dość siermiężnie. Jednak dopiero kiedy kleiłem go jako dorosły facet zdałem sobie sprawę, że opracowaniem, zaprojektowaniem i spasowaniem części bił on zachodnie produkcje na głowę w niczym nie ustępując nawet osławionej japońskiej Hasegawie. Brakowało tylko lepszej jakości tworzywa, instrukcji na dobrym papierze i bardziej kolorowego pudełka…

Malowanie trzech modeli na raz jest dość skomplikowano operacją, tym bardziej, że sporo detali miałem do pomalowania osobno. Ponieważ ramy oszklenia z obu stron miały taki sam kolor czyli khaki, postanowiłem pomalować je osobno i umieścić w modelach dopiero po zakończeniu malowania. Najpierw musiałem je zamaskować. Użyłem do tego celu masek P-Mask. Po przygodach z Karasiem byłem dość sceptycznie nastawiony do tego producenta, ale maski okazały się całkiem dobre. Mocno przywierały do tworzywa, co gwarantowało, że farba pod nie wpłynie. Później miało się także okazać, że odklejane od modelu po pomalowaniu nie pozostawiają śladów kleju. Zamaskowałem także kokpity oraz luki podwozia z goleniami we wszystkich modelach.

Do malowania użyłem lakierów Bilmodelu i Hataki z palety Orange Line. Spod to błękitny lakier Bilmodelu z domieszką szarej i srebrnej, zaś khaki to także Bilmodel, ale z dodatkiem brązowej Hataki, wyszedł trochę za mało czekoladowy, no ale trudno. Przed nałożeniem podstawowych kolorów kamuflażu, moje miniatury otrzymały preshading z szarej farby. Po zakończeniu malowania wykonałem niezbędne poprawki malarskie, pomalowałem także wszystkie drobne elementy takie śmigła, chłodnice czy kolektory spalin. W karabinach maszynowych z zestawów ZTS wymieniłem lufy oraz magazynki.

Potem mogłem zamontować w replikach wszystko to, co musiało być pomalowane osobno. W przypadku nowego zestawu z IBG Models była to formalność, bo wszystko pasowało idealnie. Zabawa zaczęła się jednak, kiedy przyszło do montażu oszklenia w modelach z Pruszkowa. Zapomniałem po prostu, że osłony przedziału bombardiera oraz w kabiny pilota nie pasują do kadłuba. „Szklarnia” na dziobie jest o dobry milimetr za wysoka, a kolei osłona kabiny pilota jest za wąska. Podobnie osłona stanowiska tylnego strzelca. Jakoś udało mi się dopasować oszklenie nosa, osłonę stanowiska strzelca przykleiłem w pozycji otwartej, zaś osłonę kabiny pilota po japońsku  na „jako tako”. Pewnie z czasem rozetnę ją  i także przykleję w pozycji otwartej. Przyklejenie reszty detali na szczęście obyło się bez niespodzianek.

W przypadku wszystkich trzech miniatur użyłem kalkomanii zestawowych. IBG – wiadomo, zresztą położyły się bez zarzutu. W przypadku ZTS zastosowałem jedynie wszelkiego rodzaju napisy, zaś szachownice były zupełnie współczesne, techmodowskie. Chciałem uniknąć różnic w odcieniach. Kalkomanie pochodzące jeszcze z lat 80-tych wbrew pozorom kładły się całkiem dobrze, reagowały na chemię, trzeba było je dość dokładnie wyciąć, bo folia była dość słusznych rozmiarów. Nie można też było żałować płynu do zmiękczania, bo miały tendencje do srebrzenia się.

Po wyschnięciu kalek wszystkie Łośki potraktowałem matowym werniksem, naniosłem ślady eksploatacji ograniczając się jedynie do okopceń z wylotów rur wydechowych czy kurzu na oponach. Ostanie czynności to było przyklejenie anten, świateł pozycyjnych czy reflektorów lądowania. Wszystkie wykonałem w pozycji otwartej, nawet w IBG, które nie przewidziało takiej możliwości w swoim zestawie. Jako ramię wykorzystałem… odpowiedni element z ZTS.


W ten sposób dotarłem do końca budowy moich Łośków. Nowy model z IBG Models to naprawdę świetny zestaw, godny polecenia każdemu. Doskonale opracowany i świetnie spasowany, mogą go kleić nawet modelarze o niewielkim doświadczeniu. W krótkim czasie możemy wykonać efektowną miniaturę samolotu, który w naszym kraju urósł do rango maszyny wręcz kultowej. Można teraz z czystym sumieniem stwierdzić, że Łoś z Pruszkowa może iść na modelarską emeryturę. Na mojej półce stoi on sklejony i cieszy oczy, przypomina dawne czasy. Drugi egzemplarz posiada mój  Ojciec, który zresztą zaszczepił we mnie modelarską pasję, kiedy podpatrywałem jak sklejał… Łosia, ale w skali 1/144. Może doczekamy się nowego zestawu także w tej skali?

 

Dziękujemy firmom IBG MODELS, Yahumodels, Bilmodelmakers i Hataka za udostępnienie modelu, akcesoriów oraz farb na potrzeby relacji.

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

Partnerzy

             
                 
                 

 

Kluby modelarskie

 

 

 

 
                 
                 
                 

 

DMC Firewall is a Joomla Security extension!