Budowa Chi-He -1/72 - IBG Models

wykorzystane zestawy:
- Type I Chi-He Japanese Medium Tank, IBG Models, Nr kat. 72055

Kleje:
- do polistyrenu, cyjanoakrylowe,
Farby:
- podkład Tamiya Surfacer 1200,
- Tamiya Color Enamel,
 

Mówią, że historia lubi się powtarzać. To prawda. Znowu Marcin podszedł do mnie na Klubie z pudełeczkiem w dłoni i pyta: „Zrobisz…?”. No jak mu odmówić. I tak zostałem z CHI-HE w garści. Historia lubi się powtarzać…

Wziąwszy się do roboty, bo mało czasu miałem. Inboxy wszelkiej maści zostawiam innym, pełno tego w necie. Najważniejszy jest model. Pierwsze wrażenia. Fajny plastik, łatwo obrabialny, wypraski więcej niż dobre, mało nadlewek, co ja mówię, żadnych nadlewek, ślady po wypychaczach mizerne, itp. Jak zwykle, najpierw wszystko wyciąłem z ramek i obrobiłem.

Fotki mówią wszystko:

   

Następnie składanie do kupy. Nie ma co się za bardzo rozwodzić – wszystko pasuje. Kiedyś mogło być to podejrzane. Zbyt dobre, by było prawdziwe. Ale po złożeniu paru innych modeli z IBG, przyzwyczaiłem się do tego, że „pasowalność” ich modeli duża i oszczędność na szpachlówce 100%.

Po sklejeniu dołu i góry wyszło tak:

   


Po dopieszczeniu sklejonych elementów przyszedł czas na malowanie. Postanowiłem trochę poeksperymentować. Do tej pory tylko Humbrolki (ewentualnie Revellki), a tymczasem mój kolega i okrętowy mentor Mareczek zasugerował, żebym spróbował olejnych Tamiyi. Nie wiem jak mnie przekonał do tego – jestem stary, niereformowalny konserwatysta, ale udało mu się. Pierwsze wrażenia raczej pozytywne. Farbka ładnie się rozprowadzała po powierzchni (wcześniej potraktowanym szarym primerem Tamiyi), z efektu byłem zadowolony.

O, z tego efektu:

   
   

Przyszedł czas na podwozie. Ciekawie IBG rozwiązało problem – wszystkie kółka i gąsienice w jednym kawałku. Z pewnością pewne udogodnienie dla montażysty. Pomalowane wszystkimi zalecanymi kolorkami (z wyjątkiem gąsienic) wygląda tak:
Marcin: tu fotka 12

A kadłub w kompletnym kamuflażu wyszedł tak:

 

Do tej pory wszystko szło, jak z płatka. Pomalowaną wieżyczkę chciałem finalnie pokryć lakierkiem bezbarwnym matowym. Coś mi się popierniczyło i zamiast XF-86 użyłem X-21. Co to się działo, co to się działo, pół uzdrowiska ze śmiechu się skręcało. Mnie też skręciło – ze złości. Wieżyczka owszem zmatowiała, ale również pokryła się białym nalotem. Bo to jakiś podkład był, nie lakierek matowy. Cóż było robić. Zmyłem całe malowanie wieżyczki i pokolorowałem od nowa. Ale efekt już nie był taki, jak poprzednio. Nie byłem zbytnio zadowolony z efektu. Gdyby to były Humbrole, może wyglądałoby to lepiej. Jest jak jest.

W makro wygląda to tak (w realu jest do przełknięcia):

W następnej kolejności dokleiłem gąsienice na miejsce i wykorzystałem elementy fototrawione dołączone do modelu – osłony tłumików i rur wydechowych:

Finalnie, doczepiłem wieżyczkę do kadłuba i wyszło takie cóś:
Marcin: tu fotki 19 i 20

I tak skończyła się przygoda z CHI-He. Jeżeli chodzi o sam zestaw, nie mam zastrzeżeń. Modelik mógłby być trochę bardziej dopieszczony, ale naprawdę miałem strasznie mało czasu na jego zbudowanie. No i doświadczenie z farbami Tamiya. Mam mieszane uczucia. Zauważyłem, że pierwsza warstwa farbki kładzie się idealnie. Nadmieniam, że maluję pędzlem (to ten konserwatyzm, o którym już była mowa). Druga warstwa, to już nie to samo, gdyby aerografem (mam trzy i sprężarkę mam, ino  ten konserwatyzm też mam), być może wypadłoby lepiej. Drugi model, malowany lakierami Tamiya wyszedł trochę lepiej.

O, tak:

 
Obecnie wziąłem się za Bibera i wróciłem do Humbroli. Na razie dają radę…

 

Dziękujemy producentowi firmie IBG Models za przekazanie modelu na potrzeby relacji.

Edmund Nita

Partnerzy

                 
             
                 

 

Kluby modelarskie

 

 

 

 
                 
                 
                 
DMC Firewall is a Joomla Security extension!