Samolot pasażerski Ił-18 COAT - 1/144 - Esteren Express

 

wykorzystane zestawy:
- Estern Express, Civil airliner IL-18 Export, Nr kat. EE 14465,

- Extratech, Ilyushin Il-18, Nr kat. EX 14430

Kleje:
- Bilmodelmakers "Spawacz", Tamiya Extra Thin, cyjanoakrylowe 4Fox Hobby,
Farby:
- podkład Tamiya Surfacer 1200,
- BilmodelMakers,
- Vallejo
Chemia modelarska:
- Płyn do zmiękczania kalkomanii Mr. Mark Setter,
- Vallejo Matt Verniks,
 
Okres o którym mowa we wstępie spędziłam w rodzinnym Białogardzie. Miałem to szczęście, że akurat nad domem moich Rodziców biegła ścieżka podejścia do lotniska w Zegrzu Pomorskim, które było lotniskiem nie tylko wojskowym i aeroklubowym ale także przez pewien czas było portem komunikacyjnym. Wystarczyło, przy ładnej pogodzie wyjść na podwórko i można było obserwować podchodzące do lądowania samoloty. Zazwyczaj były to wojskowe MiGi-21, ale czasem zamiast huku silników odrzutowych w powietrzu rozlegał się głęboki bas silników turbośmigłowych, co oznaczało, że do lądowania podchodzi samolot transportowy lub komunikacyjny, najczęściej lotowski AN-24.   Zdarzało się także, że odgłos silników był znacznie głośniejszy, bo do lądowania podchodziła maszyna czterosilnikowa. Także ze stajni Lotu, czyli właśnie Ił-18. Dostojny i majestatyczny. Kiedy przelatywał mi nad głową miał już wypuszczone podwozie i zapalone światła do lądowania. Miałem zatem na własne oczy podziwiać w powietrzu te piękne samoloty. Budowa modelu była zatem logiczną konsekwencją. Dlaczego zatem dopiero teraz a nie w dzieciństwie?


Może dlatego, że w tamtych czasach nie załapałem się na model Iła-18 firmy VEB Plasticard, a musiałem się zadowolić się znacznie gorszym jakościowo zestawem Kruzogor z ZSRR. Już wtedy jednak w mej głowie pojawiła się myśl zbudowania modelu samolotu komunikacyjnego w barwach PLL Lot. Modele o których wspomniałem miały malowania Aerofłotu lub Inerflugu. Ładne, ale to nie to. Kiedy na jednej z giełd modelarskich, przy okazji jakiś zawodów wypatrzyłem model Iła-18 i to w późnym lotowskim malowaniu, nie wahałem się ani chwili. Potem model dojrzewał w poczekalni, a ja zbierałem dokumentację i dodatki, zaś pora na budowę przyszła, kiedy Kolega Marek wziął na warsztat zestaw z Bigmodelu. Jak wspominałem wcześniej, swoją replikę Iła-18 zamierzałem zbudować w oparciu o zestaw z Estern Expressu z wykorzystaniem blaszki fot otrawionej firmy Extra Tech. Czyli właściwie to samo co Bigmodel, ale bez metalowych goleni podwozia i z innymi kalkomaniami. Tak czy inaczej zapowiadało się ciekawie.

Budowę zacząłem od kadłuba, czyli w sposób bardzo tradycyjny. Trochę czasu zajęło mi spasowanie obu połówek kadłuba w rejonie statecznika pionowego. W ruch zatem poszły pilniki i papier ścierny. Kiedy się z tym uporałem, postanowiłem wykonać imitację okienek w kabinie pasażerskiej. Mają one okrągły przekrój i nie ma ich za dużo, więc powinno się to udać. Osobiście nie lubię okienek w postaci szarej kalkomanii. Do wykonania okienek w mojej replice zabrałem się w następujący sposób: Najpierw skserowałem sobie kalkomanię, następnie wyciąłem pasy kadłubowe i loga Lotu, uzyskując coś w rodzaju szablonu. Przy pomocy taśmy maskującej przykleiłem je w odpowiednich miejscach na kadłubie. Mogłem zabrać się do nawiercania otworów, najpierw przy pomocy wiertła, a następnie rozwierciłem je przy pomocy pilnika. Kiedy wszystkie otwory zostały nawiercone, zdjąłem szablony wraz z taśmą i obrobiłem okienka. Na samym końcu przetarłem je pędzelkiem zwilżonym w kleju „Spawacz” pozbywając się wszelkiego rodzaju paprochów i zadziorów.

Mogłem zatem zabrać się za składanie kadłuba w całość. Zanim to jednak nastąpiło musiałem nieco pogłębić luk przedniego podwozia, tak aby można było zastosować detale z Extratechu. Najpierw w jedną połówkę kadłuba wkleiłem kilka kawałków polistyrenu, co miało zastąpić brak kołków ustalających. Kadłub złożyłem w całość, stosując dwa rodzaje klejów. Najpierw przy pomocy kleju cyjanokrylowego skleiłem kadłub w kilku punktach, po jego zaschnięciu w miejsca łączenia wpuściłem klej penetrujący. Po jego wyschnięciu miejsca łączenia wstępnie przeszlifowałem kostką ścierną i wypełniłem klejem cyjanoakrylowym, zastępując klasyczną szpachlówkę. Kiedy wszystko było suche „na wiór” przystąpiłem do obróbki miejsc łączenia. Pilniki, kilka kostek o różnych gradacjach a także drobny papier ścierny oraz kilka godzin pracy sprawiły że osiągnąłem zadowalający efekt. Po wypolerowaniu całego kadłuba, wytrasowałem brakujące linie podziału blach kadłuba (na szczęście nie było ich dużo) i dokleiłem stateczniki poziome, które idealnie pasowały do swoich miejsc w kadłubie.

Kolejnym etapem był płat i gondole silnikowe. Także w tym wypadku, zanim połączyłem z sobą górne części płata z dolną, musiałem wyciąć otwory w lukach podwozia, aby zamontować elementy fot otrawione, trochę piłowania i rzeźby, ale było warto. Luki podwozia od razu zyskały. Samo sklejenie płata jak i gondoli silnikowych odbyło się taką sama metodą jak montaż kadłuba i nie było żadnych niespodzianek. W kilku miejscach pomiędzy gondolami a płatem pojawiły się drobne szczeliny, ale wypełnienie ich odrobiną płynnej szpachlówki Gunze i przetarcie tych miejsc kawałkiem papierowego ręcznika załatwiło sprawę. Po wyschnięciu obróbka i polerka drobnymi papierami ściernymi.

Montaż płata z kadłubem to newralgiczny moment budowy. Spodziewałem się potwornych szczelin pomiędzy płatem a kadłubem w jego dolnej części. Byłem przygotowany na sztukowanie, wklejanie kawałków tworzywa i zalewanie tych miejsc ogromna ilością kleju cyjanoakrylowego, a tym czasem nie, szczelin u mnie nie było. Spotkało mnie natomiast co innego.  Płat miał tendencje do wchodzenia w kadłub pod niewłaściwym kątem, co groziło zwichrowaniem całej sylwetki modelu. Najpierw obrobiłem stykające się z sobą miejsca przy pomocy pilników, a potem wkleiłem płat w kadłub przy pomocy kleju do polistyrenu w żelu. Klej sechł dość długo, a ja dzięki temu miałem sporo czasu na ustawienie płata we właściwy sposób. Po uzyskaniu zadowalającego efektu, model odłożyłem do całkowitego wyschnięcia kleju. Potem dopiero nastąpiło zalewanie klejem cyjanoarylowym wszystkich szczelin i dość żmudna obróbka. Na szczęście dotyczyło to tylko dolnych powierzchni modelu, bo od góry wszystko spasowało się idealnie. Mogłem się cieszyć bryłą Iła w 3D.

Mogłem się zabrać za detalowanie modelu. Wykorzystałem wszystkie dobrodziejstwa, jakie zapewnił Extratech, od siebie golenie podwozia zaopatrzyłem w imitację przewodów hamulcowych oraz jarzma, dzięki którym mogłem je bez problemu umieścić w pogłębionych przecież lukach podwozia. Sporo zabawy miałem z klejeniem śmigieł, musiałem pominąć jakieś kwadratowe „cosie” w które miałem według producenta wkleić śmigła, bo inaczej nie połączył bym z sobą obu części kołpaków. I tak nie obeszło się bez szpachlowania i obróbki. Na samym końcu przykleiłem jedyny element z przezroczystego tworzywa, czyli osłonę kabiny. Wcześniej delikatnie postawiłem model na goleniach podwozia i wypełniłem dziób obciążeniem – ciężarkami wędkarskimi i blue tackiem. Dla pewności dołożyłem tez nakrętkę. Kiedy byłem pewien, że model ni opada na ogon, wkleiłem osłonę kabiny, a miejsce łączenia zaszpachlowałem płynną szpachlówką. Chciałem w ten sposób uniknąć białego nalotu, który pozostawia cyanoarylat podczas parowania.

Wszystkie drobne detale, takie jak pokrywy luków, anteny itp. Postanowiłem wkleić przed malowaniem, gdyż wklejanie ich na polakierowaną powierzchnię dawało znacznie słabszą spoinę. Postanowiłem być bardzo ostrożny podczas malowania. Niektóre elementy takie jak pokrywy luków bagażowych i luku przedniego podwozia wykonałem z kawałków taśmy maskującej.

Malowanie modelu rozpocząłem od zamaskowania taśma klejącą szyb w kabinie pilotów i pokrycia całego modelu podkładem w sparyu. Nie żałowałem tego specyfiku, ponieważ malować zamierzałem lakierami Bilmodel, które potrafią wchodzić w reakcję z tworzywem. Po wyschnięciu podkładu zacząłem właściwe malowanie. Osłony silników i kołpaki śmigieł pokryłem dwoma odcieniami polerowanego aluminium z serii Super Metalic Set, zaś po wyschnięciu i zamaskowaniu ich, cały model kilkoma warstwami białego lakieru. Po wyschnięciu lakieru zdjąłem maski i przepolerowałem model kostką do polerowania… kobiecych paznokci. Można się łatwo pozbyć większości błędów malarskich z odciskami palców włącznie, jak oczywiście się komuś przydarzą. Na tym etapie budowy końcówki skrzydeł i stateczników pionowych pomalowałem na czerwono i wkleiłem podwozie.

Kalkomanie na modelach samolotów pasażerskich to kolejny ważny etap budowy. Składają się sporej liczby elementów, często o dużych rozmiarach i niewłaściwe ich położenie może obrócić w niwecz prawidłowe sklejenie i pomalowanie naszej repliki. Nakładanie kalkomanii zacząłem od pasów na kadłubie i dużych logo Lotu. Nadeszła także chwila prawdy dla wykonanych przeze mnie okienek. Okazało się że wyszło całkiem dobrze, tylko dwa okienka nie pokryły się z kalkomanią. Tu zastosowałem szare kalki. Obawiałem się także wielkich kalkomanii na statecznik pionowy, rozważałem także pocięcie jej na kawałki – osobne na statecznik, osobne na powierzchnię sterową. Kiedy jednak zauważyłem, jak doskonale położyły się srebrne imitacje odladza czy na krawędziach natarcia, wszystkie kalkomanie położyłem z marszu, nie żałując płynu do zmiękczania. Okazało się, że kalkomanie pięknie zareagowały na chemię i genialnie wessały w fakturę modelu. Potrzebne było tylko kilka podmalówek. Do tego celu miałem przegotowaną farbę w odpowiednim, lotowskim odcieniu. Mieszanka grantowej z czarną – proporcje na oko. Dotyczyło to oczywiście okienek, kilku miejsc na stateczniku pionowym, gdzie kalki nie wytrzymały naprężeń i pękły, oraz pasa przeciwodblaskowego przed kabiną pilotów. Operacja nakładania kalkomanii zakończyła zabezpieczeniem ich warstwą Sidoluxu do podłóg.

   

Trochę zabawy miałem też z malowaniem śmigieł, a właściwie ze srebrnymi elementami na krawędzi natarcia łopat. Po bezowocnych próbach w wymalowania ich cienkim pędzelkiem, wykorzystałem paski srebrnej kalkomanii, jakie miałem w podręcznym magazynku. Znowu sporo płynu do zmiękczania, czasem odrobina „Spawacza”, ale efekt znacznie lepszy. Na samym końcu matowy werniks na łopaty i można było montować śmigła na modelu. Na tym etapie powklejałem takie rzeczy jak przewód anteny (nitka z rajstop), wąsy do odprowadzania ładunków elektrostatycznych (kawałki czarnej żyłki wędkarskiej), wymalowałem także lampy pozycyjne. Ślady eksploatacji ograniczyłem jedynie do delikatnego, szarego Wachu, który wpuściłem w większość pracujących elementów płatowca, takich, jak klapy, lotki, czy drzwi.

W ten sposób model na który od dawna miałem ochotę stanął w mojej gablotce. Do tego w moim ulubionym malowaniu. Model wbrew temu co na jego temat słyszałem i widziałem w necie okazał się nieźle opracowany i spasowany. Zestaw ten można polecić także modelarzom średnio zaawansowanym, ważne żeby było pewne doświadczenie w budowie short runów i posługiwaniu się elementami fototrawionymi. Sam osobiście pewnie nie raz sięgnę po produkty Estern Expressu, bo mają w ofercie sporo ciekawych pozycji.

Marcin "Marwaw" Wawrzynkowski

 

Partnerzy

             
                 
                 

 

Kluby modelarskie

 

 

 

 
                 
                 
                 

 

DMC Firewall is developed by Dean Marshall Consultancy Ltd